poniedziałek, 3 marca 2014

Rozdział 4: Nie gadaj, że grzeczna Miranda się upiła.

*Oczami Justina*

Wszedłem do domu, zdjąłem buty, i rozglądałem się po mieszkaniu.
- Tu jesteśmy - usłyszałem głos mamy, z jak się okazało kuchni.
- I jak podoba Ci się? - zagadnęła do mnie mama.
- Widziałem lepsze - odpowiedziałem
- Justin, proszę Cię, skończ ze swoim gwiazdorzeniem.
- Tylko wyrażam swoją opinię. Gdzie mój pokój?
- Po schodach na prawo, drugi.
- A i mamo? Jutro wyjeżdżacie z Jazzmyn do dziadków?
- Tak, a myślałam że Ty też jedziesz?
- No niekoniecznie, wpadnie do mnie kilku znajomych. Mogą prawda?
- Niech Ci będzie, ale do 22.
- Jasne. - po czym udałem się do wskazanego mi pokoju.
Wyglądał mniej więcej tak:



Wydawał się taki mały. Taki nie mój. Byłem przyzwyczajony do luksusowych, wielkich, pokoi hotelowych, bądź mojego jedynego małego ciasnego łóżka w tourbusie. A tu? Spodziewałem się czegoś więcej. Byłem zmęczony podróżą, a więc w ubraniach rzuciłem się na łóżko po czym zasnąłem.

*Oczami Alice*

Poszukiwałam czegoś w czym mogłabym iść na imprezę. Byłam znużona poszukiwaniami, więc napisałam do mojej przyjaciółki.

"Mówiłam Ci już, o dzisiejszej imprezie? Alice xx"

"Jak zwykle dowiaduję się ostatnia. O której, i gdzie? Mirann xx"

"Po 16, wpadnę po Ciebie, do pewnego Justin'a. Al xx"

Przygotowałam sobie ten zestaw:


Po czym poszłam się wykąpać. Ubrałam się w wyszykowane rzeczy, było już po 15. Włosy zakręciłam lokówką w loki. Zrobiłam leciutki makijaż. Nie miałam ochoty nic jeść, a więc powoli zbierałam się do wyjścia.
- Mamo, wychodzę!
- O której wrócisz?
- Późno, będę nocować u Mirandy.
- Dobra, baw się dobrze!
Zawsze miałyśmy umowę, że po imprezie śpimy u jednej z nas. Wzięłam torebkę, i wyszłam w stronę domu mojej przyjaciółki. Zadzwoniłam dzwonkiem do drzwi. Po chwili otworzyła mi kobieta w średnim wieku, w krótkich brązowych włosach. Jej mama.
- Dzień dobry, ja po Mirandę.
- Dzień dobry skarbie, proszę wejdź.- powiedziała z uśmiechem.
- Jest u góry, bierze prysznic, chcesz może coś do picia?
- Nie, dziękuję bardzo. - odpowiedziałam grzecznie.
Poszłam schodami do góry do pokoju brunetki.
Posiedziałam chwilę na łóżko, po czym zdziwiona Mir spojrzała na mnie.
- No, to jak? Gotowa? - zapytałam ze słodką minką.
- A która to jest godzina?
- Najwyższa pora. 16:15. - odpowiedziałam. Brunetka przeklneła pod nosem. Pomogłam jej znaleźć coś do ubrania, i wyglądała mniej więcej tak:

plus do tego czarna spódniczka, oraz czarna kamizelka.
Ubrała czarne botki, po czym wyszłyśmy z jej domu, i skierowałyśmy się w stronę domu Biebera.
Po drodze spotkaliśmy Chrisa, więc stanęliśmy przed drzwiami, i Miranda zadzwoniła dzwonkiem.
Przed nami stanął on. Justin. Wyglądał..no cóż świetnie. Miranda zaniemówiła z wrażenia, zapomnieliśmy jej wspomnieć, że chodzi o tego Justina. Zaprosił nas do środka, więc weszliśmy. Było dużo ludzi w każdym pomieszczeniu. Dom był schludnie, ale i nowocześnie urządzony. Większość ludzi no cóż, co tu mówić. Wszyscy byli mi obcy. Jednak Chris co chwilę, z kimś przybijał piątkę.
- Tam jest jedzenie, tam picie, a tam można potańczyć - wskazywał nam Justin.
Zabawa się rozkręcała, co moment więcej osób zaczynało tańczyć. Justin wyszeptał mi do ucha:
- Zatańczymy?
- Hmm, no czemu nie.
Była jedna z nowszych piosenek Ke$hy. Gdy podeszłam z Justinem bliżej parkietu, piosenka momentalnie zmieniła się na wolną. Super. *klik, muzyka*
- A więc Alice?
- Tak, Justin?
- Opowiedz coś o sobie.
- Nic ciekawego, zapewniam.
- Chętnie posłucham.
- Alice, 15..jeszcze 15. Urodziny 26 czerwca, każdego roku. Mam brata, młodszego - Mike. Tańczę dla elity muzycznej Atlanta Music Group. Mam chłopaka. Cóż, tak to chyba wszystko. Teraz Ty.
- Justin, 16. Urodziny 1 marca każdego roku. Siostra, młodsza, przyrodnia Jazzmyn. Uwielbiam tańczyć, ale najbardziej to śpiewać. Pracuję dla Island Records. Mam przerwę od kariery. Aktualnie singiel.
- Interesująco. Przerwa w karierze?
- Moja ekipa, nie chcę aby woda sodowa uderzyła mi do głowy. Mam odpocząć od mediów, wywiadów.
- A co na to beliebers?
- Za wesoło nie jest, ale rozumieją to i poczekają na mnie. A może Ty opowiedz zatem o Twoim chłopaku.
Nieco zdziwiło mnie to pytanie.
- Mick ma na imię. W naszym wieku.
- Od jak dawna jesteście?
- 9 lat.
Po czym Justin zaśmiał się, a że śmiech miał zaraźliwy, obydwoje przy wolnej piosence się śmialiśmy, a każdy na nas ukradkiem dziwnie spojrzał.
- Spory kawał czasu. - skomentował.
- Tsa, wiesz, wychowywaliśmy się na jednej ulicy, i tak jakoś w sumie od zawsze jesteśmy parą.
- Na jednej ulicy?
- Tak, jest właściwie Twoim, moim sąsiadem. Dzieli podwórko z rodziną Chrisa.
- Mhm, muszę go poznać, jest wielkim szczęściarzem mając taką dziewczynę.
- Ja już myślałam, że to wczoraj to był podryw. A tu proszę. - powiedziałam z uśmiechem.
Nic na to nie odpowiedział, tylko zabawnie poruszył brwiami. Skończyła się piosenka, a więc i my zeszliśmy z parkietu z uśmiechami na twarzy.
Odnalazłam w tłumie Mir, rozmawiałyśmy z kilkoma osobami, coś tam przekąsiłyśmy, potańczyłyśmy. Wypiłyśmy jakiegoś drinka, przynajmniej ja jednego. Cosgrove nieco więcej. Bawiliśmy się z Chrisem, i poznaliśmy kilka nowych osób. Impreza w porządku. Chłopak imieniem, Austin poprosił mnie do tańca, zgodziłam się na jeden taniec. Niektórzy już zbierali się do domów. Po zejściu z parkietu, rozglądałam się za Mirann. Nigdzie nie mogłam jej znaleźć, choć ludzi było, nie powiem, że ostatni z ostatnich. Znalazłam ją na kanapie w salonie.
- To jak, zbieramy się?
Usłyszałam jakiś bełkot, coś mówiła, ale nie mogłam rozszyfrować co dokładnie.
- Nie gadaj, że grzeczna Miranda się upiła. - zaśmiałam się.
Znów usłyszałam jakiś bełkot. Naprawdę chciało mi się śmiać, choć sytuacja stawała się poważna. Ładne jaja. I jak ja ją mam zabrać do domu, co ona powie rodzicom? Ooo nie. Nie wkopie jej.
Zauważyłam Justina. Podchodził w naszą stronę.
- I jak tam? Jak się impreza podobała? - zagadnął do nas z szerokim uśmiechem.
- Cuuudownie. Moja przyjaciółka, jak zapewne widzisz, niezbyt kontaktuje. - Nie pomyślałabym, że ona, kto jak kto się upije. Nie mogę jej tak zaprowadzić do domu, a miałyśmy u niej nocować.
- Och - podrapał się w kark, chwilę wpatrując się w brunetkę, po czym spojrzał na mnie z tym wielkim cymbałowatym uśmiechem.



- Jest jedno wyjście.
- Mam się bać?
- Powinnaś. - po czym się zaśmialiśmy.
- A tak serio? - zapytałam po chwili.
- Możecie przenocować u mnie. - zaproponował.
- Tak, a gdzie? Przestań.
- A masz coś przeciwko? Miranda jak widzisz znalazła dla siebie lokum, pozostajesz Ty i ja.
- Nie, ja nie mo..
- Dlaczego nie? - przerwał mi. - Spokojnie, jestem dżentelmenem.
Nie za bardzo chciałam się zgodzić na taką sytuację, ale uległam po chwili.
- Jeśli nie będzie to za duży kłopot.. - zaczęłam.
- Ależ skąd.

*Oczami Justina*

Przez chwilę się zastanawiała, na koniec zrobiła bezradną minę i powiedziała:
- Jeśli nie będzie to za duży kłopot.. - zaczęła, lecz szybko jej przerwałem.
- Ależ skąd.
- Mogę pomóc w sumie sprzątać, jeśli oczywiście potrzebujesz pomocy..
- Eee, jeśli tego pragniesz. W sumie, w dwójkę szybciej pójdzie.
A więc wzięliśmy się do pracy. Zbieraliśmy plastikowe kubeczki, resztę jedzenia do lodówki, napoje także, poprzestawialiśmy meble na miejsce i różne takie. Nadszedł koniec naszych wyczynów z porządkami.
- A więc, gdzie mogę się położyć?
- Emm, nie za bardzo orientuję się w tym domu, ale skoro jesteś moim gościem, moje łożko będzie dzisiaj Twoim.
- A Ty?
- Ja na kan.. - spojrzałem na kanapę, na której oczywiście spała w najlepsze brunetka. - Łóżko mojej mamy, albo Jazzmyn? - zaśmiałem się na myśl małym kojcu dla mojej siostry. - Rozłożę sobie śpiwór.
- Nie no, ja będę spać na łóżku, a Ty we własnym domu na podłodze? Nie ma opcji. - zaprotestowała dziewczyna.
- Znajdzie się coś, chcesz może jakąś koszulkę i spodenki czy coś w tym stylu do przebrania? - spojrzałem na sukienkę Alice.
- Jeśli to nie kłopot.. - zaczęła dziewczyna.
- Żaden - powiedziałem z uśmiechem, po czym obydwoje skierowaliśmy się do pokoju i dałem jej moją ulubioną fioletową koszulkę z napisem 'I love my beliebers' którą dostałem od fanów.
- A co do spodni..
- Taaa, nie spodziewam się, że będziesz coś miał dla mnie, spoko, zostanę w tych rajstopach - odrzekła dziewczyna. - Gdzie łazienka?
Wskazałem drzwi, po czym dziewczyna wyszła z pokoju, aby się przebrać, a ja w tym czasie, również się przebrałem, i znalazłem jakiś śpiwór, czy co to było.. i rozłożyłem nieopodal łóżka.
Po chwili przyszła dziewczyna, i spojrzała na mnie, leżącego na moim 'legowisku'.
- Chyba żartujesz.
- Wytrzymam.
- Nie wygłupiaj się. Ja będę jak już spać na podłodze.
- Nie ma opcji.
Przedrzeźnialiśmy się, aż w końcu doszło do tego, że obydwaj leżeliśmy na podłodze.
- Która godzina? - spytała. Spojrzałem na zegarek i odpowiedziałem: 2:33.
- Jakoś mi się nie chce spać, a Tobie? - zapytała.
- Mi też nie za bardzo. Możemy porozmawiać - zaproponowałem.
- Jak najbardziej - odparła dziewczyna.
- Pochodzisz z Kanady, prawda?
- Tak. Mieszkałem u dziadków razem z mamą. - odpowiedziałem.
- Dlaczego dopiero teraz wracasz?
- Gdy zaczęła się moja kariera, nie raz chciałem wrócić. Lecz nie mogłem, płyta za płytą, trasy koncertowe, wywiady, sesje, koncerty itp itd. Tęskniłem za przyjaciółmi, za rodziną. Tak rzadko odwiedzałem dziadków, że aż w końcu przestałem tęsknić. Przyzwyczaiłem się do tego, że każdy mój dzień jest zaplanowany co do minuty.
- A więc można tak po prostu przestać tęsknić? - zapytała.
- Jeśli nie utrzymujesz kontaktu, z tymi co tęsknisz, tak. Jeśli, cokolwiek robisz, a nie myślisz o tym, że tęsknisz, tak. Można przyzwyczaić się do tego bólu.
Dziewczyna pokiwała tylko głową.
- A jak to jest u Ciebie?
- U mnie? Cóż. Emm, moja rodzina. Dziadkowie mieszkają tak daleko, moje kuzynostwo i reszta rodziny także, nie utrzymujemy z nimi kontaktu, nie odwiedzamy się. Mieszkam z bratem, z mamą no i tatą. Jeśli tak, to można nazwać. Tata pracuje od 8 do 16, a tak się prawie nie widzimy. Mama jest stewardessą, także co chwile, o różnych porach jej nie ma. Jestem ja i mój brat. Chodzę do naprawdę fajnej szkoły, mam dużo znajomych. Uczę się nie najgorzej. Jak Ci mówiłam, mam chłopaka. Z Mickiem jesteśmy już długo. I tak moje życie wygląda. Nic ciekawego.
- Według mnie bardzo ciekawe. Masz normalne dzieciństwo, chodzisz do normalnej szkoły, nie musisz ukrywać się przed paparazzi. Zazdroszczę Ci.
Rozmawialiśmy jeszcze przez chwilę, po czym zauważyłem, że dziewczyna ma zamknięte oczy, a więc zasnęła. Nie chciałem, aby jutro narzekała na ból pleców, z powodu jak czułem, niewygodnej podłogi, po czym położyłem ją delikatnie na łóżko, i przykryłem kołdrą. Wróciłem na moje miejsce, po czym i ja odpłynąłem.

____________________________________________



wyszedł, jaki wyszedł. Na następny post zapraszam jutro, jeśli przeczytałeś to - proszę skomentuj i wyraź swoją opinię ;)

PEACE&LOVE! ♥

sobota, 1 marca 2014

Rozdział 3: Czy to był właśnie tani podryw?

*Oczami Justin'a*

Spojrzeliśmy po sobie. Była piękna. Piękne kasztanowe oczy w których kryło się to coś. Długie, lśniące brązowe włosy, jej uśmiech był tak..szczery, życzliwy. Była średniego wzrostu, była bardzo smukła. Ona była..ona jest perfekcyjna.
Wreszcie po chwili odezwała się pierwsza:
- Miło mi Cie poznać. - jej głos. Był taki delikatny, ale i stanowczy. Taki spokojny ale krył w sobie iskry radości.
- Mi Ciebie również, mam nadzieję że wpadniesz do mnie jutro na imprezę powitalną. - starałem się powiedzieć spokojnym głosem.
- Imprezka! I to rozumiem, stary - wtrącił się Chris, po czym przybiliśmy sobie high five.
- Mhm, jasne. Mogę wziąść ze sobą moją przyjaciółkę?
- Jak najbardziej - powiedziałem z moim uśmiechem nr 4.
- Może dam mój nr, to napiszesz dokładnie, o której i gdzie? - zapytała.
- Jasne! - podałem jej, a ona mi swój.
- Będę już wracać, no to..do jutra? - zapytała słodko.
- Dziewczyna odwróciła się, weszła przez furtkę jak mniemam swojego domu, otworzyła drzwi, pomachała nam, oczywiście odmachałem i zniknęła za drzwiami.
- To jak tam podróż? - spytał mój przyjaciel.
- Naprawdę chcesz tego słuchać? - odpowiedziałem mu.
- Niekoniecznie - i pokazał rząd swoich białych zębów.
Rozmawialiśmy jeszcze jakieś 15 minut, o błahych rzeczach, o jutrzejszej imprezie. Po czym rozeszliśmy się do naszych domów. Wszedłem do pięknego, wielkiego domu z ogrodem. Z myślą, że to mój nowy dom. Od dzieciństwa mieszkałem z dziadkami w małej miejscowości, z 2h stąd. Wtedy przyszła moja szansa, moje marzenia zaczynały się spełniać, moja kariera się rozkręcała. Scooter i reszta załogi, plus moja mama nie chcą aby uderzyła mi woda solowa do głowy. A więc jestem tu, w Kanadzie. Wprowadzam się z mamą, i Jazzmyn do nowego domu. Scooter postanowił dać mi roczną przerwę od tego wszystkiego. Mam być normalnym chłopakiem, chodzić do normalnej szkoły. Czy mi się to uda?

*Oczami Alice*

Pomachałam im na pożegnanie. Weszłam do domu, zdjęłam buty. Sprawdziłam salon, oczywiście Mike przed telewizorem siedział i oglądał jakieś bajki.
- Witam pana. - odezwałam się.
- Siema - odpowiedział mały nawet na mnie nie spoglądając.
- Co oglądasz? - chociaż wiedziałam, że to opowieści o żółtej gąbce, czy tam serze, czyli Spongebob. Nie odpowiedział.
- Mama wróciła? - także nie odpowiedział.
- Głodny jesteś?
- Bardzo! - wykrzyknął młody z tym swoim wielkim, słodkim uśmiechem.
- No to jak? Zapraszam do kuchni. Młody jak struna popędził do tego pomieszczenia.
- Na co masz ochotę?















- No młody, to jak? Naleśniki?
- Mmmmm - zamruczał mój słodziak. Uwielbiałam mojego słodkiego braciszka.
Wzięłam wszystkie potrzebne składniki a mały mi pomagał. W trakcie smażenia, czułam wibrację mojego iphona. Odblokowałam ekran i odczytałam wiadomość.

"Jutro. 16.30. Dom na przeciwko, liczę na Twoją obecność oraz na obecność Twojej przyjaciółki. Chciałbym się lepiej poznać z taką ślicznotką. Justin xx"
Czy to był właśnie tani podryw? Zaśmiałam się, po czym odpisałam:

"Myślę, iż wpadniemy. Czy ten sms to tani podryw? Alice xx"

Po chwili doczekałam się odpowiedzi.

"Jakżebym chciał. Podryw to się dopiero zacznie! Justin xx"

Uśmiech mimowolnie pojawił się na mojej twarzy, lecz już nie odpisałam. Postanowiłam napisać do mojego chłopaka, Micka. Skończyłam smażyć naleśniki, zajadaliśmy się z bratem. Odpowiedzi jednak nie dostałam. Pewnie był na treningu, czego się dziwić.
- I jak smakowało? - zapytałam braciszka.
- No jasne - odpowiedział z całą buzią umazaną od czekolady.
- To teraz, w piżamkę i do łóżka.
- Ale muuuszę? - spytał się z tą swoją słodką minką.
- Tak. Musisz.
- Ale mamy jeszcze nie ma.
- Ale nie wiemy, o której wróci, myj ząbki i dobranoc. Chłopczyk wstał, odniósł swój talerz grzecznie do zlewu, po czym udał się do łazienki. Ja sama zasiadłam przed telewizorem, pozostawionym na kanale nickelodeon. Po zakończeniu jakiejś tam bajki, w ramach reklamy pojawiło się ogłoszenie nowego serialu. Nazywał się Victorious. Opowiadał o grupce uczniów, uczących się w szkole artystycznej. Castingi zaczynały się 26 do 29 czerwca, jeśli chodzi o Kanade. Interesujące, spojrzałam na dzisiejszą datę w mojej komórce, 20 czerwca. Interesujące, nawet bardzo.

*na drugi dzień*

Obudziłam się rano na kanapie. No tak, musiałam zasnąć. Ale cóż mnie obudziło? No tak, mój braciszek jedząc płatki, oglądał swój ulubiony kanał w TV. A obok niego?
- Witaj kochanie - zagadnęła do mnie moja mama.
- Mamo, o której wróciłaś?
- Nieistotne. Jakieś plany masz na dziś?
- Tak właściwie to mam. Po 16 wybieram się na imprezę.
- Tak? A do kogo?
- Myślę, że nie znasz. Do takiego Justin'a. - odparłam po czym wstałam z kanapy i ruszyłam do mojego pokoju w poszukiwaniu czegoś ładnego do ubrania na imprezę.

___________________________________________________

TAK! Napisałam! Na ten rozdział wystarczy, jutro będzie następny, czyli... ach. Impreza u Justina. Co się tam wydarzy? Zapraszam jutro! PRZECZYTAŁEŚ/AŚ TO? Skomentuj, to ważne, pozdrawiam i do następnego:)













PEACE&LOVE ♥

niedziela, 8 grudnia 2013

Rozdział 2: Jego fani nazywają się beliebers, a on sam Bieber.

*music*

Nagle ktoś objął mnie w pasie. Poznawałam te perfumy.
- Czeeeść! - ze swoimi słodkimi oczkami patrzał na mnie mój chłopak To zaskakujące, jak szybko potrafił zmieniać humory.
- No hey. - odpowiedziałam mu. Spojrzałam na Chris'a i Mir.
- Siema - przybił żółwik Chris'owi a następnie posłał uśmiech Mir.
- Możemy się przejść? - to skierował do mnie. Spojrzałam się w jego piękne brązowe tęczówki. Skinęłam głową. Złapał mnie za rękę i udaliśmy się w stronę pól. Obydwoje szliśmy w milczeniu, wpatrując się w swoje buty. Nagle stanął i zaczął mówić:
- Wyjeżdżam.- westchnął. - Spokojnie, tylko na 2 tygodnie. - dodał patrząc na mój wyraz twarzy.
- Ale dlacz.. - chciałam zapytać.
- Nie przerywaj mi - powiedział tym swoim tonem. - A więc, jest obóz treningowy. Dostałem się. Około 70 osób z całego kraju na to jedzie. Tylko najlepsi z najlepszych. Trener na mnie liczy. Tak wiem, obiecałem Tobie że spędzimy ten czas razem. Ale..to dla mnie ważne - powiedział na jednym wdechu.
Gdy skończył, wzięłam oddech i tylko skinęłam głową, że rozumiem. Co chwile, miał jakieś mecze, wyjazdy, obozy. Spędzaliśmy razem coraz mniej czasu. Przez to, czasami do głowy nasuwały mi się głupie..strasznie głupie myśli, typu: 'a może on chodzi z Tobą, tylko po to, żeby być popularnym w szkole?' Miałabym być tylko jego laską? Przypominały mi się różne musicale, różne filmy dla nastolatków, w których nieustannie występuje stereotyp: szkolna gwiazda- sportowiec, ma dziewczynę kapitana szkolnej drużyny czirliderek. A na dodatek zołze. Ale ja nie byłam zołzą. Co to, to nie. Dogadywałam się z wszystkimi ludźmi w szkole. Nie miałam raczej ustalonej elity. Elity, która rządziła by szkołą.
- Wszystko ok? - z zamyśleń wyrwał mnie mój chłopak. No tak, to musiało wyglądać.. dziwnie. Od kilku minut wpatrywałam się w kamień.
- Od kiedy o tym wiesz? - zapytałam.
- Od..- zrobił pauze. - 3 tygodni. - dodał ciszej.
- I dopiero teraz mi mówisz?! Kiedy wyjeżdżasz?! - poderwałam głos.
- No..dzisiaj. Po 18. - orzekł trochę zdenerwowany.
- Aha. Jasne. Fajnie wiedzieć o tym tak szybko, bardzo fajnie.
- Alice, nie zaczynaj.. - zaczął mój chłopak.
- Ale czego? Wszystko w porządku. Jak w najlepszym porządku.
- Aha. To naprawdę fajnie, wiedziałem że zrozumiesz. - po czym pocałował mnie w czoło. - Musimy już wracać. Muszę się pakować. - dokończył. A więc ruszyliśmy. Drogę powrotną również się do siebie nie odzywaliśmy. Tsss.
W końcu znaleźliśmy się pod naszymi domami. Moich przyjaciół już nie było.
Wtedy Mick zbliżył jego twarz do mojej. Dał mi wielkiego całusa prosto w usta, po czym uśmiechnął się i znalazł się za swoją furtką, następnie spojrzał na mnie, otworzył drzwi i zniknął.


***kilka godzin później***


Siedziałam sobie w salonie z paczką żelków i oglądałam Spongebob'a. Wyjrzałam przez okno i zobaczyłam chłopaka jeżdżącego na desce. Wzięłam moją deskę, ubrałam trampki i wyszłam na dwór ubrana tak. Podeszłam do chłopaka i zagadałam:
- Siemka Chris! - odwrócił się, spojrzał na mnie i się uśmiechnął.
- Eloszki mała! - zawołał głośno na co ja, posłałam mu tylko groźne spojrzenie typu 'nie lubie, jak mówisz na mnie mała'.
- Co tutaj porabiasz? Tak sam.- zapytałam.
- Czekam na telefon. Bardzo ważny. Wybuchnęłam śmiechem. Zawsze gdy Chris próbował być poważny..no cóż..Efekt zawsze był odwrotny. Ogarnłam się, po czym zapytałam:
- A od kogo ma być ten telefon?
- Pamiętasz, jak wspominałem Tobie o moim kumplu który się tu przeprowadza? - zapytał
- No kojarzę, i co w związku z tym?
Już chciał zacząć mówić gdy usłyszeliśmy dźwięk SMS'a.
- To mój - orzekł blondyn po czym odczytał wiadomość. Posłał mi uśmiech i powiedział:
- Za chwilę będziesz go mogła sama poznać.
- Tak, a to dlaczego? - spytałam.
- Zobaczysz, zobaczysz.
Posłałam mu moje przenikliwe spojrzenie, chwile pogadaliśmy po czym nagle przyjechał samochód. Wysiadła z niego wysoka brunetka o długich brązowych włosach, trzymała na rękach małą dziewczynkę może 2-letnią na moje oko. I na sam koniec wyszedł chłopak, z czarnymi okularami przeciwsłonecznymi oraz z czerwonym full-capem. Wtedy on zauważył nas, podszedł do Chris'a i zawołał:
-Ty stary byku, jak dobrze Cie widzieć! - przybił z moim kolegą serie jakichś dziwnych przywitań, po czym spojrzał na mnie.
-A tak, tak. Justin - to Alice, Alice - to Justin. - przedstawił nas sobie Beadles.
Ja i Justin wpatrywaliśmy się w siebie.
Jaki frajer z Chris'a, zapomniał wspomnieć że jego najlepszy przyjaciel to jedna z największych gwiazd muzyki pop. Zapomniał wspomnieć, że jego najlepszy przyjaciel robi międzynarodową, ba międzyśwatową karierę, jego fani nazywają się beliebers, a on sam Bieber. Justin Bieber.

_____________________



jestem,jestem. A blog wraca do żywych! ♥ :))
następny rozdział pojawi się w przeciągu tygodnia, obiecuję.
komentarz=motywacja

PEACE&LOVE

środa, 24 lipca 2013

Rozdział 1: Wolisz ich ode mnie?!

muzyyczka *___*

Perspektywa Alice ♥

Obudziłam się przez wibracje mojego telefonu. Wyszukałam ręką z pod poduszki mój telefon i spojrzałam na wyświetlacz, odczytałam wiadomość od Mirandy, odpisałam i poczekałam na odpowiedz.
Poszłam do łazienki wziąść szybki prysznic i zdecydowałam się ubrać w to. 
Włosy związałam w luźnego koka.Weszłam do kuchni i nalałam sobie w kubek herbaty z dzbanka.
Mike już zajadał się tostami z nutellą.
- Gdzie mama? - spytałam brata.
- Wyszła do pracy - odpowiedział mały z pełną buzią jedzenia.
A, no tak. Mama - stewardessa najlepszych linii lotniczych w Kanadzie. Nigdy nie ma jej w domu, wraca kilka razy na tydzień. A tata, hmm.. co mogę powiedzieć - wielka szycha w redakcji gazety - "Legendy sportu". Typowa praca od 8 do 15. Przekroiłam bułkę na pół i jedną połówkę posmarowałam nutellą a drugą posmarowałam masłem i położyłam na nią ser. Usiadłam do stołu i zabrałam się za jedzenie.
Po skończonym posiłku odłożyłam naczynia do zlewu. Spojrzałam na wyświetlacz telefonu: 09:45.
- Idę na deskę, będę koło 15 i zrobię obiad - krzyknęłam na cały dom aby mój brat usłyszał to w salonie, w którym to oglądał bajki.
Założyłam vansy i wyszłam przed dom. Następnie wzięłam z garażu moją deskę.
Na ulicy już widziałam Mirande i Chrisa. Pokiwałam im i wyszłam za furtkę.
- Cześć mała! - krzyknął Chris z tym swoim wielkim cymbałowym uśmiechem.
Przeprowadził się do Atlanty jakieś dwa miesiące temu. Ma dom na tej samej ulicy co ja i Mir.
Fajny chłopak. Nie, no dobra DZIECIAK. Mimo że jest w moim wieku to momentami zachowuje się jak 10-latek. Za to go lubię.
- Witaj i wcale nie jestem mała - odparłam po czym go przytuliłam. On w odpowiedzi tylko się zaśmiał jakby i tak wolał się trzymać swojej wersji.
- Witam panią Cosgrove - z uśmiechem zwróciłam się do mojej najlepszej przyjaciółki Mirandy. Znałam ją od pieluch i z wzajmnością. Najlepsza przyjaciółka EVER. Gdy miała 7 lat dostała rolę Megan w "Drake&Josh", a po tym dostała główną rolę w "ICarly" którą gra do dziś.
- Cześć Ali - odpowiedziała Mir i mnie przytuliła na powitanie.
- To jak jeździmy? - zwrócił się do mnie Chris.
- No raczej nie inaczej - odparłam i wskoczyłam na deskę i się rozpędziłam.
Uwielbiałam jazdę na desce, był to dla mnie taki..perfekcyjny zarazem sport i transport.
Jeździliśmy sobie na ulicy, chociaż więcej w tym było wygłupiania się i wybuchania głośnym śmiechem.
W pewnym momencie poczułam wibrację w mojej kieszeni. Wyciągnęłam telefon i spojrzałam na wyświetlacz:
                
1 wiadomość od od Mick ♥

Dobrze wiedziałam że Miranda i Chris z jakiegoś dziwnego nie przepadają za nim.



Jak mógł coś takiego napisać?!

Nic nie odpisał.
- Whooo zap? - zapytał zabawnym głosem Chris. Miranda właśnie dostała ataku śmiechu.
- Nic takiego, muszę na chwilę porozmawiać z Mickiem - odparłam.
Obydwoje zrobili "dyskretnie" zniesmaczone miny. Chciałam coś powiedzieć, ale wtedy ktoś złapał mnie od tyłu i się przytulił. Poznawałam te perfumy.

________________________________
YEY! Pierwszy rozdział ♥ Nie jestem z niego zadowolona, ale nie miałam pomysłu jak to zacząć, także następny OBIECUJĘ, będzie dłuższy, lepszy i ciekawszy! KOMENTUJECIE = MOTYWACJA ! *_________* 
PEACE&LOVE ♥








środa, 12 czerwca 2013

Prolog ♥


Jak to jest zakochać się w kilku osobach naraz? To nierealne pod każdym względem. Kochać można tylko raz i tylko jedną osobę  a pomimo to tyle razy gubimy się w odmętach miłości. Czy warto? Czy warto szukać ideału skoro na świecie są miliony ludzi?  Czy warto próbować?

Nie warto. Warto. Miliony osób na całym świecie chciałoby znać odpowiedź, która tak naprawdę jest oczywista. Oczywista kwestia. Jestem tego przykładem że nie wolno się prze nigdy poddawać! Warto walczyć do końca z okrutnością życia. Z setkoma problemami. Gdy próbujesz wstać a upadasz. Gdy mówisz „ koniec ‘’ a to dopiero początek.  Gdy walczysz w imię dobra i gdy giniesz od zła. Gdy łzy cisną ci się do oczu. Gdy zmęczona życiem odpoczywasz. Gdy otwierasz oczy a zapada noc. Gdy próbujesz się uśmiechnąć a krzyczysz. Gdy chcesz powiedzieć miłe słowo a tracisz zaufanie osoby. Gdy mówisz „ kocham cię ‘’ a tak naprawdę nienawidzisz. Gdy przytulasz a wbijasz sztylet w serce. Jestem tego przykładem…ale czy idealnym? Czy jestem idealnym człowiekiem? Nie jestem. A czy jest taka osoba? Mogę z czystym sumieniem odpowiedzieć - nie istnieje. Ale w życiu chodzi o to aby znaleźć taką osobę z którą każdy dzień będzie idealny. Z tą osobą mimo że nie jest idealna, będziesz chciała spędzić resztę  życia. Wady tej osoby będą zakryte jej naturalnym, wewnętrznym ciepłem – sercem. Serce nie zawodzi – nigdy.

Czy odnajdę taką osobą? Kto to się okaże być moją drugą połówką serca? Oto moja historia. 

_____________________________



Słowa od autorki: Prolog bardzo tajemniczy ale mam nadzieję że Was trochę, choć trochę zapoznał z sytuacją która będzie się dziać na blogu. Po bardzo długim czasie, jest - PROLOG.
Wyczekujcie 1 rozdziału w najbliższym czasie! :*
Komentujcie i obserwujcie mnie i mojego bloga! :)
Pozdrawiam! xoxo
PEACE&LOVE! ♥