sobota, 21 czerwca 2014

Rozdział 9: Jak się coś zmieni w moich uczuciach, to Cię o tym poinformuję. cz2

Rozdział ze specjalną dedykacją dla Julii, spełnienia marzeń! ♥ xxxx


Potrząsnęłam jego ramieniem. Nachyliłam się bliżej. Jego głowa nadal leżała na kierownicy.
- Justin, no błagam Cię! - oczywiście nie zareagował.
No to ładnie. Jest noc, a ja sama z prawdopodobnie nieprzytomnym Justinem, na środku pola przy drzewie, z traktorem którego nie umiem obsługiwać i nie wiem jak dojechać do posiadłości dziadków chłopaka. Zacisnęłam zęby, i jeszcze na chwilę nachyliłam się do Biebsa.
- Okej, koniec. Proszę Cię, skończ tą zabawę i ocknij się i odprowadź nas do domu. Justin,no..
Próbowałam tak jeszcze przez kilka minut. Nie miałam pojęcia co robić, gdybym teraz odeszła od chłopaka i szukała jakiegoś domu i pomocy, to nie wiadomo ile czasu by to mi zajęło a nie mogłam go tak zostawić. Z drugiej strony jakbym tu spędziła tak całą noc, to mogłoby to zaszkodzić jego zdrowiu.
Poczułam w kącikach oczu napływające łzy. Zrezygnowana postanowiłam wyruszyć w poszukiwaniu pomocy we wiosce. Ruszyłam w stronę gęstego lasu. Pomyślałam, że w razie czego cofnę się do traktoru, który widoczny był z daleka dzięki zapalonym światłom. Pobłąkałam się trochę po okolicy, lecz po chwili zrozumiałam, iż nie ma to sensu ponieważ jestem strasznie zmęczona i kompletnie nie znam terenu. Wycofałam się w stronę traktoru, aby czuwać przy Justinie, lecz nie znalazłam go tam. Poczułam przypływ fali gorąca. Moje serce przyspieszyło i nagle zabrakło mi tlenu. Gdzie on do cholery się podział?
Jeszcze przed chwilą widziałam go tutaj...Trzęsły mi się ręce.
- Co mam teraz zrobić? - powiedziałam szeptem.
- Przytulić mnie mocno i cieszyć się że żyję. - obok mnie stał szeroko uśmiechnięty Justin.
Odetchnęłam z ulgą, ale od razu odpowiedziałam:
- Cieszyć się, że żyjesz? Zaraz to ja cię własnoręcznie zabiję! Wiesz jak się cholernie martwiłam? - dodałam ściszonym głosem.
Chłopak przez chwilę patrzył na mnie z miną zbitego pieska, lecz po ostatnich moich słowach spojrzał wprost w moje oczy. Przybliżył się krok bliżej, tak że teraz stykaliśmy się czołami.
- Martwiłaś się o mnie?
Nie odpowiedziałam.
- Przepraszam,okey? - wyszeptał.
Odepchnęłam go tylko i ruszyłam przed siebie. Nie zamierzałam na niego czekać, wyruszyłam w nieznany mi las aby poszukiwać drogi powrotnej do domku dziadków.
- Zaczekaj!
- Zgubisz się tam...
- Alice! - zero mojej reakcji.
- O co się złościsz? O "takie" gówno? - wołał za mną.
- Tak, złoszczę się na siebie bo martwiłam się o "takie" gówno, jeśli można Ciebie porównać do gówna. - odwróciłam się na moment na niego.
- Na twoim miejscu zajęłabym się teraz traktorem twojego dziadka, który jest przygnieciony drzewem. - dodałam i ruszyłam dalej. Czułam jeszcze przez chwilę wzrok chłopaka wbity w moje plecy. Później słychać było tylko warkot traktora który zbliżał się w moją stronę. Byłam strasznie zmęczona i prawie nic nie widziałam. Szłam po prostu przed siebie.
- No wskakuj Grande - Justin siedział w swoim urządzeniu i mnie dogonił.
- Nie ma mowy, wkurzyłeś mnie.
- Chodź tu do mnie - zignorował mnie totalnie, więc i ja nie odpowiedziałam.
Szłam kawałek dalej, a chłopak wyszedł z ciągnika, dogonił mnie, przewiesił sobie przez ramię i wsiadł do traktoru. Nie miałam nawet sił na protest. Justin prowadził pojazd, a ja tylko siedziałam mu na kolanach (było strasznie ciasno). Dojechaliśmy w końcu z powrotem na farmę, chłopak zgasił silnik i wygramolił się. Obrócił się na mnie i rzekł:
- A ty, księżniczko nie wychodzisz?
Pokiwałam tylko przecząco głową, na nic nie miałam siły.
- No to wskakuj! - rzekł i nastawił swoje plecy.
- Serio? - zapytałam z niedowierzaniem.
- Serio, serio. Szybko, póki się rozmyśle - pospieszył mnie.
Skorzystałam z niepowtarzalnej okazji i wskoczyłam chłopakowi na barana.
Dzielnie niósł mnie przez podwórko, nie marudząc, nie uginając się pod moim ciężarem.
- Czyli nasze konto znów jest czyste?
- W jakim sensie to rozumiesz? - odparłam natychmiast.
- Nie gniewasz się o to "gówno" w lesie?
- Aaa,no tak. No to się gniewam ogólnie. Dzięki, że mi przypomniałeś.- odparłam z szerokim uśmiechem.
- W takim razie idziesz pieszo - odparł energicznie i postawił mnie na Ziemie.
- Nieeee, zlituj się!
- Taaaak? A wybaczysz mi? - zrobił słodkie oczka.
- Nie sądzę. - odparłam twardo, choć w środku dusiłam się ze śmiechu.
Podszedł bliżej i próbował dalej swoich tanich podrywów.
- Miliony dziewczyn od mojego samego uśmiechu zachodzą w ciąże, nie sądzę iż jesteś na to odporna.
- Jesteś w błędzie.
- Tak?
- Tak, i zamknij swoją śliczną buźkę i weź mnie na barana i zanieś do tej cholernej stodoły.
Dopiero po chwili zdałam sobie sprawę, jakie słowa wypowiedziałam.
Na chłopaka reakcje również trzeba było poczekać, jakby na początku nie za bardzo rozumiał.
Przejechał językiem po zębach, po czym wybuchnął głośnym, zaraźliwym śmiechem.


Nie mogłam długo wytrzymać, więc po chwili nie utrzymałam mojej "poważnej twarzy" i zawtórowałam mu śmiechem. Po kilku sekundach, może minutach a może nawet po paru godzinach opanowaliśmy się, po czym chłopak uległ i posadził mnie sobie na na ramionach i powędrowaliśmy do miejsca naszego spoczynku. Posadził mnie delikatnie na śpiworze, a ja tylko się kulnęłam i okryłam szczelnie śpiworem w tak zwaną "mumię". Justin ułożył się obok mnie, czyli leżeliśmy teraz naprzeciwko siebie, dzielącą granicą między nami było może jakieś 20 centymetrów? Wpatrywaliśmy się w swoje oczy nawzajem. Miał piękne, czekoladowe tęczówki, w które mogłabym się wtapiać godzinami. Chłopak uśmiechnął się ukazując swoje delikatne dołeczki, i nie odzywając się do siebie, trwaliśmy tak w długiej ciszy. Nie wiem nawet kiedy, udałam się do krainy snu Morfeusza.

*Oczami Justina*

Pomimo wszystko, bardzo wygodnie się spało. Czułem, że jest ona przy mnie, że leży obok mnie i w tym momencie czułem się cholernie potrzebny. Była tylko zwyczajną dziewczyną, która nie lubiła poruszać tematu mojej sławy. To było w niej najpiękniejsze. Jej piękne brązowe tęczówki były moim ostatnim widokiem przed snem. Pamiętam, że wróciliśmy nad ranem z mojego kursu prawo jazdy, już po całej aferze. Zaniosłem ją na barana do stodoły, delikatnie odłożyłem na śpiwór a ona tylko zwinęła się w kłębek. Wpatrywaliśmy się w siebie przez kilka dobrych minut, może nieco więcej,a gdy jej oczy się zamknęły, wiedziałem, że na dziś odpłynęła. Była moim ostatnim widokiem przed snem i pierwszym po przebudzeniu. No właśnie, to jej piękny uśmiech zbudził mnie ze snu.

*Oczami Al*

Obudził mnie nie przyjemny zapach. Byłam bardzo zmęczona, ale postanowiłam lekko otworzyć oczy, aby zidentyfikować źródło nieprzyjemnej woni. I co ujrzałam? Szeroko rozpostarłam oczy, i zaciekawiona widokiem "nawiedzonej kaczki" z której wczoraj mieliśmy niezłą polewkę, właśnie wydala swoje odchody na t-shirt chłopaka. Usiadłam po turecku z lekkim przerażeniem, kaczka zauważyła mój ruch i po chwili odeszła a ja tylko zaczęłam się krztusić ze śmiechu. Chłopak powoli otwierał oczy, chyba go zbudziłam. Zrobiło mi się go całkowicie żal, z drugiej strony-byłam ciekawa jego reakcji.
Justin spojrzał na mnie przyćmionymi oczami z miną typu "what's happening", a ja tylko wybuchłam głośnym śmiechem. Patrzał na mnie chwilę zdezorientowany, po czym spojrzał na swoją koszulkę. Jego źrenice się powiększyły i wybałuszył na to oczy. Był wściekły, zauważyłam że jego skronie pulsują. Zaklnął pod nosem a wtedy przeniósł swój wzrok na mnie. Nie mogłam się powstrzymać i wybuchłam śmiechem. To mu się nie spodobało. Zbliżał się do mnie małymi krokami z szeroko otwartymi ramionami.
- Nawet się nie waż Bieber. - rzuciłam w jego stronę ostrym ale spokojnym tonem.
- O czym mówisz? - spytał z miną niewiniątka.
Cały czas się do mnie zbliżał, tak że teraz dzieliło nas jedynie kilka metrów. Zaufałam moim nogom i rzuciłam się w ucieczkę. Nie myliłam się, chłopak też przyspieszył. Gonił mnie po całej stodole, a że był nieco bardziej
wysportowany (jakim cudem?!) to odległość między nami się zmniejszyła. Próbowałam przechodzić różnymi zakamarkami ale nic to nie dało, ponieważ chłopak mnie dogonił i zaszedł mnie od tyłu i swoimi silnymi ramionami odwrócił w swoją stronę.
- Proszę Cię, nie rób tego..- wyszeptałam cicho i zrobiłam minę kota ze Shreeka.
- A co będę z tego miał? - odparł nie przejmując się moimi prośbami.
Nie zdążyłam już nic powiedzieć bo Justin mocno się we mnie wtulił. Czułam ciepło, szczególnie od tej mazi na jego t-shircie. Zamknęłam oczy z obrzydzenia i oparłam głowę na jego ramieniu. Staliśmy tak chwilę.
- Nawet gdybym chciał się oderwać, czego nie chcę to chyba nie jest to za bardzo realne, to coś się posklejało między nami. - wyszeptał chłopak na co momentalnie wybuchłam gromkim śmiechem. Uwielbiałam, kiedy każdą sytuację potrafił zamienić w żart. Z trudem, ale oderwałam się od chłopaka i chwyciłam swoją bluzę po czym pognałam w stronę domku dziadków. Jednak pod chałupą czekał na mnie gość z niespodzianką.
___________________

CZYTASZ=KOMENTUJESZ.
Jak myślicie, kto odwiedzi Alice & Justina? Czekam na Wasze komentarze, jak będzie 10 komentarzy wstawię nowy rozdział. :)

wtorek, 27 maja 2014

Rozdział 8: Jak się coś zmieni w moich uczuciach co do Ciebie - to cię o tym poinformuję.. cz I

*Oczami Alice*

Obudziło mnie trzęsienie samochodu wraz z nieznośnym hałasem, co spowodowane było kamienistą, dziurawą ścieżką. Przez okno ujrzałam piękne krajobrazy. Zielone trawy, pola z kukurydzą, w oddali widniał gęsty, zielony las. Powoli zaczynały się gospodarstwa domowe.
- Justin, gdzie my jedziemy? - spytałam mojego porywacza.
Wczoraj spędziłam z nim cały wieczór, po tym co zobaczyłam..po prostu nie miałam ochoty na nic i na niczyje towarzystwo. Pomimo to, z Justinem rozmawialiśmy tak po prostu, tak o nieważnych rzeczach. Mogłam mu dużo o sobie opowiedzieć, bo nie wiedział o mnie prawie nic, ale jednak tak dużo przez te kilka dni które się znamy. I również z drugiej strony: JB opowiadał mi o sobie. Nie o karierze, i sławie ale..po prostu o zwykłym Justinie. Ani trochę nie interesowała mnie jego sława. Nigdy przenigdy nie mam zamiaru się w jego karierę wkręcać. Wracając do rzeczy istotnych, wczorajszego wieczoru wpadł na 'genialny' pomysł. Rano koło 9, zabrał mnie z domu, spakowaną w jedną torbę podróżną w której znajdowały się najważniejsze rzeczy: ubrania, jakieś kosmetyki, bielizna, telefon, ładowarkę itp. Za nic nie chciał mi zdradzić gdzie mnie zabiera. Chłopak prowadził auto, i gdy przemówiłam spojrzał na mnie, lekko się uśmiechnął i odpowiedział:
- Gdzieś gdzie nas nie znajdą.. - zaczął ale widząc moją przestraszoną minę się głęboko roześmiał. To poprawiło mi humor, i również na mojej twarzy zawidniał szeroki uśmiech. Śmialiśmy się do siebie z kilka dobrych minut, gdy nieco się ogarnęliśmy dokończył swoją wypowiedź Justin:
- Spokojnie, chodziło mi o to, że zapomnisz o wszystkim i o wszystkich. - szczególnie podkreślił ostatnie słowa.
- No tak, a coś dokładniej? Gdzie my jesteśmy? - wtrąciłam się.
- Na farmie Palletów.
Dobra. Robiło się coraz dziwniej.
- Jakich Palletów, Justin? - zapytałam coraz bardziej zdenerwowana.
- U moich dziadków. - odpowiedział krótko, nadal kierując po niełatwej "drodze".
- Co? Jak? Co?
- No..wiesz. To stąd pochodzę, to tu się urodziłem i tu się wychowywałem. Moja matka szybko zaszła w ciąże, ojciec zostawił mnie gdy miałem 2 latka, a mieszkałem z dziadkami i mamą właśnie tu. Dawno ich nie widziałem, więc to naprawdę świetna okazja.
Byłam zszokowana było to takie słodkie. Zabrał mnie w takie magiczne miejsce.
- Ale..oni mnie tu..ten chcą? - zapytałam niepewnie.
- A czemu by nie? Moi dziadkowie naprawdę lubią przyjmować gości.- odpowiedział zachęcająco, spoglądając na mnie.
Teraz byłam nieco przestraszona faktem, iż mogliby nie polubić mnie ludzie, kompletnie obcy, u których w końcu miałam spędzić najbliższe dni. W końcu dojechaliśmy na miejsce. Tak sądzę, stanęliśmy przed wiejskim domkiem. Wyglądał bardzo ładnie.
Chłopak otworzył mi drzwi od samochodu, i pomógł wysiąść jak na dżentelmena przystało.
- Spokojnie, będzie fajnie - próbował mi dodać otuchy.
Skinęłam tylko głową i głośno wzdychnęłam. Zrobiłam kilka wdechów i wydechów. Justin wyjął nasze bagaże z bagażnika. Chciałam swoją nieść, uparcie się przy tym trzymałam, jednak chłopak nie chciał ulec. Niepewnym krokiem ruszyłam w stronę drzwi, otworzyłam zieloną furtkę która zaskrzypiła przy jej przesunięciu. Chłopak poruszał się tuż za mną niosąc nasze bagaże. Drżącym ruchem dłoni przycisnęłam rękę do kwadratowego przycisku, który służył jako dzwonek do drzwi. Po niecałej minucie naszym oczom ukazała się kobieta ok. 50 lat. Były widoczne u niej zmarszczki, jej włosy straciły nieco blask, nosiła okulary, była nieco przygarbiona ale pomimo to sprawiała wrażenie przyjemnej starszej kobiety. Spojrzała na nas -od naszych głów po czubki palców u nóg-  po czym szeroko się uśmiechnęła niedowierzając. Obejrzałam się lekko, spoglądając na mimike twarzy chłopaka. Szeroko się uśmiechnął, pokazując rząd białych ząbków.
- Bruce, podaj mi tu ino krople żołądkowe, te klopsy z obiadu nie były pierwszej jakości.. chyba mam jakieś halucynacje! Moje oczy widzą naszego Justinka z jakąś piękną niewiastą! - zawołała głośno do kogoś w środku. Lekko się zaśmiałam, słyszałam też rechot chłopaka za moimi plecami.
- No wchodźcie moi mili, no bliżej tu. Muszę was dotknąć, czy to na pewno wy! - tym razem zwróciła się do nas. Przed chwilą byłam cała spięta, ale już przez ten moment przekonałam się co babci Justina. Dodawała mi pozytywnej energii. Tak jak nakazała, przekroczyliśmy próg domu. Justin rozglądał się na każdy szczegół. Widziałam go naprawdę szczęśliwego. Spojrzał na mnie, i nasze spojrzenia się zetknęły po czym obydwoje spuściliśmy wzrok i dalej brnęliśmy w domek, idąc za babuleńką. Zaprowadziła nas do dużego, przestronnego pokoju o jasnych kolorach ścian. Na fotelu przed telewizorem siedział dziadek koło 50. Na ekranie poruszały się dwie drużyny, jedne w niebieskich a drugie w czerwonych strojach. Jeden z zawodników właśnie rzucał piłkę, a drugi okrążał boisko. To był w 100% mecz rugby. Staruszek nie wydawał się być jednak zainteresowany tym, co ogląda. Nie odrywając wzroku od telewizora, zapytał:
- No i co ty tam za halucynacje miałaś, kobieto? - zapytał żartobliwie, i po chwili obejrzał się na nas.
Otworzył buzię ze zdziwienia, i kilka kropel pomarańczowego soku który aktualnie popijał wylało mu się z buzi. Staliśmy w progu pokoju, Justin, babcia Diane i ja.
Justin - ręce włożone do kieszeni spodni, patrzał z lekkim uśmiechem na ustach na dziadka, a w jego oczach normalnie strzelały iskierki radości.
Diane - obejmowała nas ramionami, szeroko się uśmiechając, w kątach oczu miała pojedyncze łzy. Po chwili jej wyraz twarzy diametralnie zmienił się na dezaprobatę wylania soku na jej ukochane fotel.
Starszy pan powoli wstał bez słowa, i mocno wtulił się w Justina. Stali tak przez chwilę. Wyglądało to cudownie. U dziadka po chwili też pojawiły się łzy.
- Co cie do nas sprowadza, dzieciaku? - spytał.
- A więc, postanowiłem że odwiedzę moich ukochanych staruszków. - odpowiedział grzecznie (aż za) Justin. Zabrałem ze sobą moją ukochaną sąsiadke -tu przedstawił mnie- na krótkie wakacje.
Wszyscy przenieśli teraz wzrok na mnie, pierwszy ruch wykonała babcia, która mocno się we mnie wtuliła i spytała o imię. Odpowiedziałam, po czym i dziadek mnie utulił. Były to miłe gesty. Następnie usiedliśmy w kuchni, rozmawiając i podjadając ciasto rabarbarowe. Justin wpadł na kolejny genialny pomysł, i wyszli z dziadkiem na podwórko "załatwiając interesy". Pomogłam ogarnąć Diane (kazała mi tak na siebie koniecznie mówić) talerzyki i resztę naczyń, po czym zasiadłyśmy do stołu w salonie. Justin z dziadkiem jeszcze nie wrócili. Rozmawiałyśmy na każdy temat, opowiadała mi dużo historii z jej życia, jak poznała dziadka i różne inne. W końcu zapytała o to, czy mam chłopaka.
- Mhm, no nie mam. - odparłam cicho. Znowu w mojej głowie zawidniało zdjęcie Mick'a przytulającego się z tą blondynką.
- Coś powiedziałam nie tak? - zapytała babcia, chyba wyczuwając napięcie.
- Ech..nie. Właściwie już nie, 2 dni temu.. - zaczęłam a babcia zaczęła uważniej mnie słuchać. Nie wiedziałam jak to powiedzieć. Mój eks -Mick- wyjechał na obóz sportowy..i widziałam..on.. się całował..- i po moim policzku pociekła łza. Babcia przerwała mi, i tylko przytuliła, i nie kazała dokończyć. Rozmawiałyśmy jeszcze trochę.
- Wiesz co, kochaniutka? - zapytała.
- Mhm?
- Mam coś co poprawi ci humor.
- Tak? - zapytałam już z narastającym uśmiechem na mojej twarzy.
- Co powiesz, na pooglądanie małego Justinka?
Wybuchłam śmiechem i z chęcią zgodziłam się na pomysł.
- Od zawsze tak bardzo kochał muzykę. Co chwile na czymś grał, wszędzie śpiewał. Od zawsze wróżyliśmy mu wielką karierę. Po prostu robi to co kocha - wyznała babcia. Tylko pokiwałam głową ze zrozumieniem, było dużo śmiesznych zdjęć, ale i tych mega słodkich. Justin w ostrzyżonych włoskach, bez tej swojej grzywy. Oglądanie zdjęć przerwali nam chłopcy, którzy akurat weszli.
- A co tu się wyrabia? - spojrzał na nas z uśmiechem Justin. Po chwili spojrzał na zdjęcia.
- Nie wierzę. Nie wierzę, co to ma być? - przez chwilę udawał obrażonego, ale już kilka minut później przyłączyli się z dziadkiem do oglądania zdjęć. Było dużo śmiechu, i dużo ciekawych historyjek z dzieciństwa blondyna. W moich rękach pojawiło się zdjęcie młodej brunetki całującej się na polanie z przedstawiciel płci przeciwnej. Przyglądałam się temu zdjęciu z zmarszczonymi brwiami, zastanawiając się kto znajdował się na fotografii. Justin chcąc podać mi następne zdjęcie, spojrzał na moją mine, następnie przypatrzył się zdjęciu w moich rękach. Uniósł swoje brwi wysoko, jego tęczówki się powiększyły, po czym zapytał:
- Kto to jest? Ten koło mamy.. - dodał ściszonym głosem.
Babcia z dziadkiem oderwali się od jakiejś fotografii przedstawiającej młodego Biebera na..nocniku. Ich miny spoważniały, i spojrzeli na Justina, po czym spuścili wzrok.
- To twój ojciec, Justinku. - odezwała się babcia, i jak gdyby nigdy nic dalej zaczęła przeglądać zdjęcia.
- Jak to? Nigdy nie widziałem żadnej rzeczy z nim, mówiliście że tato wyjechał, że nie wie o ciąży..a tutaj mama ma już widoczny brzuch. - mówił szybkim tonem.
- Kochanie, on wyjechał. On nie chciał mieć nigdy dzieci..- zaczęła się tłumaczyć babcia.
- I nigdy nie przyjechał..żeby mnie zobaczyć? Mnie poznać?
Babcia zamilkła. Zrobiło się niezręcznie. Po chwili Justin spojrzał na mnie, ale jak nasze spojrzenia się zetknęły znowu się szybko speszyliśmy i odwróciliśmy wzrok. A więc bardziej niezręcznie być nie mogło..na szczęście dziadek przywrócił humor, bo wyciągnął z dna poniszczonego pudła czarno białe zdjęcie. Przedstawiało 2 osoby, trzymających się za ręce, spacerujących na molo. Babcia spojrzała się na nie, szeroko uśmiechnęła i szepnęła:
-Byliśmy tacy młodzi, tacy zakochani, tacy napaleni..- rozmarzyła się i spojrzała na dziadka. Przy ostatnim słowie wybuchnęliśmy głośnym śmiechem.
- I wiesz co, Brunce? - kontynuowała Diane pomimo to.
- No czego chcesz, kobieto? - odpowiedział żartobliwie dziadek.
- Kiedyś to codziennie mówiłeś mi, że mnie kochasz..
- Jak się coś zmieni w moich uczuciach co do Ciebie, to cię o tym poinformuję. - odparł.
Zrobiliśmy głośne "ooo" z Justinem, a dziadkowie się przytulili.
Po chwili posmutniałam, patrząc na szczęśliwych zakochańców bo przypomniałam sobie o Micku. Wtopiłam wzrok w moje kolana, i się nie odzywałam. Przelotnie spojrzałam na Justina, a on patrzał się we mnie z miną "what's up". Wzruszyłam tylko ramionami, a on wywrócił oczami i pokazał na drzwi, pytając się w ten sposób mnie czy się przejdę. Kiwnęłam głową na potwierdzenie, wstaliśmy i omijając stół Justin prowadził mnie na podwórze.
-Gdzie mnie porywasz, porywaczu? - zapytałam zalotnie.
- Gdzieś w pole.. - jeszcze bardziej zalotnie z tajemniczym uśmiechem.
Przez chwilę szliśmy w ciszy, idąc polną ścieżką. Ciszę przerwał Justin, mówiąc:
- I jak pierwsze wrażenie o moich dziadkach?
Zaśmiałam się na wspomnienie tych dwóch uroczych staruszków.
- Są w porządku, naprawdę w porządku. Zazdroszczę. - dodałam.
- Jak to? A ty..masz?
- Ech, mam. Kiedyś, jak byłam nieco młodsza często ich odwiedzaliśmy. Jak urodził się Mike..rodzice się zmienili. Byli bardziej zapracowani, rzadziej bywali w domu. I w końcu w ogóle przestaliśmy ich odwiedzać. Dziadek zmarł ok.2 lat temu, i nikt się nawet nie pofatygował na pogrzeb... - nie wiem, z jakiego powodu poczułam słoną łze na moim policzku. Justin tylko wziął mnie za rękę.
-Dobra,dobra. Zmieńmy temat, nie potrzebnie pytałem - odparł szybko.
Rozmawialiśmy o wszystkim i o niczym. Nie wiem czemu, żadne z nas nie uwolniło swojej ręki z uścisku. Ganialiśmy się przez chwilę przez jakieś wysokie źdzbła kukurydzy, lecz jakiś pan do nas zawołał..i raczej nie był to pozytywny okrzyk. Ruszyliśmy więc szybszym krokiem w stronę domku. Zrobiło się nieco ciemno. Zwolniliśmy, cały czas żartując i przekomarzając się. Dotarliśmy i weszliśmy przez ganek do domku Palletów.
- Haloooo? Kto tam? - zawołała do nas Diane z kuchni.
- To my! - odkrzyknął Justin.
Babcia wyszła z pomieszczenia, miała na sobie ubrany sprany, ciemnoczerwony fartuszek w białe kropki.
- W samą porę! Gdzie Was tak długo zasiało? Robię właśnie bigos, pewnie głodni jesteście! (zapraszam na Stwierdzam zgon, bo Niall chce polski bigos .) Umyjcie rączki, i do stołu. - oznajmiła.
Speszeni, nic się nie odzywając mgnęliśmy do łazienki. Dopiero w kafelkowym pomieszczeniu wybuchnęliśmy głośnym śmiechem. Myjąc rączki przy jednym zlewie, Justin co chwile odkręcał mi zimną wodę a ja mu w zamian za gorącą. Wytarliśmy nasze dłonie w (nieprawdopodobne, a jednak!) ręczniczek (również sprany) ciemnoczerwonego koloru i w białe kropki.
Zjawiliśmy się w kuchni, i babcia nałożyła nam na ceramiczne talerze porcje bigosu, po czym wszyscy usiedliśmy do stołu zajadając się kolacją.
- A powiedzcie mi..gdzie wy chcecie spać? - spytała babcia.
Momentalnie spojrzałam na Bieber'a ze wzrokiem typu 'no gdzie, mądralo, no gdzie'  .
- No jak to gdzie? W stodole.. - odpowiedział, i jak gdyby nigdy nic dalej konsumował posiłek.
Obydwie z babcią spojrzałyśmy po sobie, potem na dziadka i na koniec znów na Justina, i tym razem odezwałam się ja:
- Gdzie?
- No na sianie...w stodole. Urządziliśmy wszystko z dziadkiem, będzie fajnie. - odparł Jus.
- Ty chyba sobie kochanieńki żartujesz..- zwróciła się do blondyna.
- A tobie, to już w ogóle odbiło chyba na starość.. - tu zwróciła się do dziadka.
- Mówię serio poważnie. Skoro miała być wycieczka, to jest wycieczka - skończył posiłek, włożył talerz do zlewu, i wtopił wzrok we mnie.
- Weź jakąś bluzę, może być zimno.
Tylko posłałam mu moje 'straszne' spojrzenie, dokończyłam posiłek, podziękowałam i wyjęłam bluzę z walizki, którą zawiązałam sobie w pasie i odezwałam się do Jus:
- Ty tak na serio z tym?
- A czemu nie? - droczył się ze mną.
- Boję się. - w tym momencie odparliśmy krótkie dobranoc do dziadków i pognaliśmy w stronę naszego dzisiejszego miejsca spoczynku.
- Czego?
- Dzikich zwierząt..
- Rzeczywiście..dzikie krowy na wolności - zaśmiał się chłopak.
Uderzyłam go lekko w brzuch po czym sama wybuchłam śmiechem. Pożartowaliśmy trochę na temat dzikich krów, latających kurczaków, nawiedzonych kaczek i wiele..wiele więcej.
No rzeczywiście.."urządziliśmy trochę z dziadkiem"..jasne. Na stogu siana były rozłożone koce i śpiwory..było trochę jedzenia w koszyczku..i to wszystko.
- To jakieś żarty? - zapytałam.
- Nie,dlaczego? - odparł.
Nic nie odpowiedziałam tylko wtuliłam się w śpiwór.
- Hej, hej..maleńka.
- Hm?
- A co Ty teraz? - zapytał.
- No jak to..późno trochę..mam ochotę poleżeć..
- Nie ma takiej możliwości..
- Tak, a to dlaczego? - odparłam ja.
- A bo jest kilka minut po północy a to oznacza tylko jedno..
- Co to oznacza?
- Że ktoś tu ma urodzinki, i że ktoś tu musi mu dać "prezent" - tu zrobił cudzysłowie.
- Żartujesz sobie..
- Chciałabyś..
- Znamy się od..3 dni..
- A Ty pojechałaś ze mną na farmę moich dziadków oddaloną od Twojego domu o kilka mil.
- Żałujesz, że mnie zabrałeś?
- Nie..bardzo mnie to cieszy.
- To co wtedy?
- Co?
- Chce ten prezent.
- Serio?
- Serio.
Przekomarzaliśmy się przez jeszcze chwilkę, po czym nie wiem czemu się na to zgodziłam, ale Justin postanowił że jego prezentem dla mnie będzie nauczenie mnie prowadzić TRAKTOR.
- A ty wgl umiesz?
- A czemu nie? To proste..podobne do samochodów..chyba. - ukazał swoje ząbki w uśmiechu.
- Boję się naprawdę..
- Jakoś damy radę..
Przez kilka minut rozpracowywaliśmy jak włączyć światła. Przez kolejne 5 minut odpalaliśmy go, i potem..oj działo się. Jechaliśmy jakimś polem, na dodatek traktorem w nocy.
- Jesteś pewny, że wiesz gdzie jedziemy? - zapytałam ostrożnie.
- Nieee, a po co nam to? - zatrzęsło nami przez chwilę, bo chłopak najechał na jakąś puszkę, czy coś..
- Skręćmy lepiej tu w tą prawą ścieżkę.. - zarządziłam.
- Tyle, że ja nie widzę tutaj żadnej ścieżki..- odparł.
- Jak to? Przecież tam..
Przekomarzaliśmy się i obydwaj sterowaliśmy kierownicą, przez co wjechaliśmy..w drzewo.
Chłopak lekko opadł na kierownice swoją głową, i się nie poruszał.
- Jejku, Justin? Nic ci nie jest?
Nie odpowiedział.
- Justin? Do cholery, Justin,odezwij się..to nie jest śmieszne..
Nie zareagował.
___________________________________

ciąg dalszy nastąpi.... może :)





środa, 9 kwietnia 2014

Rozdział 7: Nie jest Ciebie wart, nigdy nie był i nigdy nie będzie.

*Oczami Mirandy*

Nie miałam pojęcia, jak ja jej to powiem. Na początku mi nie uwierzy. Może lepiej jej nie mówić? Ona ma za kilka dni urodziny, co ze mnie za przyjaciółka. Nie, nie..Alice musi znać prawdę! Na litość boską, zabije go! Zabije gnoja. Wiedziałam, że to nie chłopak dla Grande, ale ona zawsze mu wybaczała. Lecz tym razem będzie inaczej - nie pozwolę, aby już kiedykolwiek Al przez niego cierpiała. Chris już napisał do Justina. Przyjdą z Alice, powiem jej to jak nie wymiękne! Zabrałam wiśniową bluzę z krzesła, zawiązałam buty, po czym wyszliśmy  z mojego domu z Chrisem w milczeniu. Brunetka z blondynek już stali i czekali na nas.

*Oczami Alice*

- No cześć! - zabrzmiał głos mojej przyjaciółki. Była zestresowana i spięta.
- No hej, o co chodzi? - zapytałam prosto z mostu.
- No właśnie, o co chodzi? - wtrącił Justin.
- Musimy z Chrisem wam coś powiedzieć - zaczęła cicho Miranda.
Beadles nie wypowiadając ani słowa, tępo wpatrywał się w swoje tenisówki.
- O czym? - zapytałam.
- Raczej o kim. - odparła.
Coraz bardziej ciekawiło mnie to, co za chwilę usłyszę od brunetki.
- A więc, o kim?
- O twoim dotychczasowym chłopaku.
Zdziwiło mnie to zdanie. *O co chodzi?* - zapytałam samą siebie w głowie.
- To coś pozytywnego, tak? - zapytałam tym razem na głos.
- No niekoniecznie - cicho mruknęła Miranda.
- O co wam wszystkim chodzi? - podniosłam głos. Byłam coraz bardziej zdenerwowana.
Brunetka spojrzała gdzieś w dal, nie odpowiadając mi na moje pytanie.
Justin spoglądał to na mnie, to na pozostałą dwójkę, również nieświadomy tego, co za chwile oznajmią nam nasi przyjaciele.
Ta cisza między nami była nie do zniesienia, pomyślałam że zaraz wybuchnę lecz ubiegł mnie Chris wybuchając:
- Zdradził Cię! I to z inną larwą. Widzieliśmy filmik, na którym.. -tu przełknął ślinę i dokończył - na którym się całują.
Zatkało mnie. Nagle zabrakło mi powietrza. Wzięłam kilka głębokich wdechów po czym powiedziałam:
- Dlaczego miałabym Wam wierzyć? Najpierw chcę zobaczyć ten filmik, chcę to usłyszeć od niego. - oznajmiłam.
Obserwowałam reakcje Justina.
Na początku był zamyślony, po chwili do niego chyba dotarło, najpierw spojrzał na mnie - tu przestraszony -  a następnie na Mirande i Chrisa, jakby szukał potwierdzenia na to, co przed chwilą usłyszeliśmy. Spojrzał z powrotem na mnie, tym razem rozszyfrowując wyraz twarzy mojej.

*Oczami Justina*

To co usłyszałem zbiło mnie z tropu. Jeśli to prawda, zabiję gnoja. I w tym momencie spojrzałem na Alice. Przez chwilę była nieobecna, następnie przebiegły przez jej oczy iskierki niepewności, spojrzała na mnie, po czym odezwała się do przyjaciół:
- Dlaczego miałabym Wam wierzyć? Chcę zobaczyć ten filmik na własne oczy.
Reakcja Al nieco zaskoczyła obydwóch.
- Alice, to zwykły drań i nie jest ani nigdy nie był Ciebie wart - zaczęła Miranda, lecz nie miała okazji dokończyć gdyż ponownie odezwała się Grande:
- Nie chcę to zobaczyć. - powiedziała załamującym się głosem.
Wszyscy spojrzeliśmy po sobie, po czym Chris wyjął z kieszeni swój smartfon i po kilku chwilach niepewną ręką chciał podać swój telefon Ali, lecz odsunął pospiesznie rękę i powiedział:
- Nie musisz tego oglądać... - podjął jeszcze szanse wybicia pomysłu oglądania filmiku z głowy brunetki. Ta tylko posłała mu mordercze spojrzenie, którego i ja się przestraszyłem. Ten tylko włączył filmik. Przybliżyłem się, aby także to zobaczyć.
Było czarno na białym. Chuj przez chwilę obejmował się z jakąś blondynką na pieńku, siedzieli koło innych ludzi wokół ogniska, szeptali ze sobą szeroko uśmiechnięci po czym przybliżyli się do siebie..i pocałowali. Oczywiście ta dwójka była w tle, ale jeśli się ktoś przypatrzył nie było trudno nie zauważyć.
Alice obejrzała filmik, spojrzała szklanymi oczami najpierw na Mirandę, później na Chrisa, i na końcu na mnie. Pokręciła przecząco głową, po czym jedna pojedyncza łza spłynęła jej po policzku.
- Jak on mógł? Ja go..ja go..kochałam. - wydusiła z siebie.
- Hej! Nie płacz..- od razu przytuliłem brunetkę do siebie. Pozostali również wtulili się w naszą dwójkę. Staliśmy tak złączeni przez.. w sumie nie wiem. Nie liczyła się w tym momencie godzina i czas. Słyszeliśmy tylko dźwięk przejeżdżających ulice obok samochodów, pochlipywania Alice oraz słów pocieszających płynących od nas typu *nie jest Ciebie wart*; *załatwimy Go*; *będzie lepiej, nie płacz*; *on nie jest wart twoich łez* i inne tego typu.
Naszą chwilę przerwał dźwięk telefonu Mirandy.
- Tak?
- ....
- Ale teraz, zaraz?
- ....
- Muszę?
- ....
- Dobra, dobra. Czekam na Was.
Rozłączyła połączenie, po czym głośno wzdychnęła.
- O co chodzi? - zapytała Grande wycierając łzy.
- Rodzice chcą jechać koniecznie ze mną na jakieś, sama nie wiem zakupy. Naprawdę muszę, ale ja porozmawiam z nimi jeszcze, chcę zostać z Tobą. - odpowiedziała.
- Nie, nie. Przestań, jedź. Porozmawiamy jeszcze o tym, albo w sumie..nie ma o czym gadać. Zamknięty rozdział. - szybko powiedziała Alice.
Miranda spojrzała na nią, nie wiedziała co zrobić. Podeszła, mocno wtuliła się w Alice, szeptając jej na ucho kilka słów, słabo uśmiechnęła się do nas, przytuliła każdego, i po chwili wsiadła do samochodu z rodzicami i odjechała.
Zostałem ja, Chris no i Alice. Zrobiło się między nami nieswojo. Każdy z nas bał się odezwać. W końcu Chris gwałtownie powiedział:
- Nie. Ja się nie nadaję do takich rozmów, wybacz Alice. Ty wiesz, jutro przyjdziesz po mnie, i jak gdyby nigdy nic pójdziemy na deskę. Będę spadał, bo palnę zaraz coś czego będę żałował. - wypalił Chris. Jak palnie coś głupiego? Właśnie to zrobił.
Lecz w tym momencie, wszyscy powinniśmy mu być wdzięczni, na twarzy Alice zawładnął jej piękny szeroki uśmiech. Wręcz zaśmiała się, odpowiedziała krótkie *jasne* i pożegnaliśmy się z brunetem.
Na koniec szepnął mi na ucho *zaopiekuj się nią, ale nie podrywaj, to jeszcze nie ten czas*. Spojrzałem na niego wzrokiem zabójcy, czy on właśnie powiedział że nie mam taktu i w takim momencie mógłbym podrywać dziewczynę taką jak Alice? Ten tylko się oddalił w stronę swojego domu.
Zacząłem rozmowę jak gdyby nigdy nic, z innej beczki. To chyba spodobało się Ali.

*jakąś godzinę później*

Nadal siedzieliśmy koło siebie, na zimnym chodniku. Dziewczynie chyba zrobiło się zimno, więc dałem jej swoją marynarkę. Na pytanie czy jej zimno odpowiedziała, że owszem ale nie tylko w ramiona. Skumałem że chodziło o serce.
- Zapomnij o tym frajerze, proszę. Nie jest ciebie wart, nigdy nie był i nigdy nie będzie. Pewnego dnia przyjdzie ten, który będzie zasługiwał na Ciebie w 100%.
Nigdy bym nie pomyślał że takie mądre słowa wyjdą z moich ust. Naprawdę w to uwierzyłem. Wow.

*Oczami Alice*

Mówiąc te słowa, mówił je z takim cudownym przekazem. Powoli, ważąc każde swoje słowo, patrzył się przed siebie. Na koniec przeniósł swój wzrok na mnie. Posłał mi swój piękny uśmiech, jego oczy były tak cholernie szczere. Tak cholernie prawdziwe. Gdy widziałam ten uśmiech, po prostu wiedziałam że będzie dobrze. Kiedyś będzie.
- Piękne słowa - odpowiedziałam.
On tylko pokiwał głową w zrozumieniu i zadumie. Po chwili wystrzelił, i po prostu czułam jak w jego głowie zapala się żarówka, oznaczająca że wpadł na jakiś genialny pomysł.
- Mam genialny pomysł - odpowiedział pewnie, ale i tajemniczo.
Odprowadzę Cię teraz pod same drzwi Twojego domu, ładnie się wyśpisz ślicznotko i jutro zabiorę Cię w mega cudowne miejsce.
Spojrzałam na niego pytającym wzrokiem.
- Co ty kombinujesz? - zapytałam wprost.
- Niespodzianka - odpowiedział tylko ze swoim szerokim uśmiechem. No to ładnie, wogule nie zasne tej nocy. Po prostu już mnie zżera od środka.

_________________________________________














Przepraszam, że taki krótki. Postaram się, aby następne były tylko dłuższe.
Co sądzicie o rozdziale? Na jaki Justin wpadł 'genialny' pomysł? :D
pozdrawiam cieplutko x

sobota, 5 kwietnia 2014

Rozdział 6: To mój nowy sąsiad. I nic więcej? Na dodatek z na przeciwka.

*Oczami Justina*

Obydwoje z Alice wymieniliśmy zdziwione tym pytaniem spojrzenia. Na szczęście dziewczyna odezwała się pierwsza:
- A więc Justin, to mój nowy sąsiad. - odpowiedziała zgodnie z prawdą dziewczyna.
- I nic poza tym? - upewniła się jedna z moich Beliebers.
- Na dodatek z na przeciwka - dodała Grande z szerokim uśmiechem.
- A więc to prawda, z tą przerwą? - zapytała nieco zasmucona Belieber.
- Huh, niektórzy myślą że taka przerwa dobrze mi zrobi. No wiecie, siły wyższe. Pożyję trochę normalnym życiem i wrócę - gdzie tu, położyłem dłoń na sercu - obiecuję. - odpowiedziałem.
Dziewczyny chyba odetchnęły z ulgą, uśmiechnęły się blado po czym otwarcie zapytały czy w takim razie mogą i z Alice sobie zrobić zdjęcie na pamiątkę, bo być może kiedyś takie zdjęcie z Al będzie warte miliony.
Brunetka na chwilę zamarła. Zdziwiona, ale zgodziła się na zdjęcie. Odebrałem od jednej z nich telefon i zauważyłem swoje zdjęcie na wyświetlaczu, który oczekiwał wpisania hasła. Fanka spojrzała najpierw na mnie, potem na telefon, znów na mnie po czym speszona pospiesznie wpisała hasło, które jeśli dobrze zauważyłem brzmiało *never say never*. Podała z powrotem telefon, i ustawiła się do dziewczyn, z rumieńcami na policzkach. Uśmiechnąłem się pod nosem. To było słodkie. Nacisnąłem logo aparatu, zrobiłem zdjęcie, po czym pożegnaliśmy się przytulasem z dziewczynami, one podziękowały za wszystko, obiecały nic nie wygadać mediom po czym odeszły. A my z Grande zrobiliśmy jeszcze kółko wokół parku i wracaliśmy do domu cały czas rozmawiając. Jakiś czas później dotarliśmy na naszą ulicę. W ogrodzie mojego domu mama bawiła się z Jazzmyn. Gdy nas ujrzały po chwili przybiegła do nas mała jak to miała w zwyczaju wskakując mi na ręce. Nie trwało to długo, zaraz zeskoczyła z moich ramion, aby móc przytulić się do nóg Alice. Przedstawiły się sobie nawzajem.
- To już mnie nie kochasz, tak? Twojego ukochanego braciszka? - udawałem przez chwilę obrażonego lecz po chwili przyszła i moja mama.
- Dzień dobry. Pattie, mama Justin'a. - przywitała się z Alice.
- Dzień dobry, Alice. Dziewczyna z naprzeciwka, a więc jesteśmy sąsiadami. Witamy w Canadzie - z tym swoim cudownym smajlem odpowiedziała brunetka.
- Bardzo miło mi cię poznać - uśmiechnęła się i moja mama.
Spojrzała na mnie, była zdenerwowana, chyba płakała?
- Mamo, czy coś się stało? - zapytałem.
- Ech, właściwie tak. Suzan, twoja makijażystka, jak wiesz walczyła z rakiem, no i tej walki nie wygrała - powiedziała moja mama na jednym wdechu.
Kurczę, zabolało. Osobę, którą widziałem dotychczas prawie codziennie, nagle nie mogę jej zobaczyć już nigdy. Alice spojrzała na mnie, i na moją mamę. Nie odezwała się ani słowem, milczała.
- Jeśli chcesz Justin, możesz jechać na jutrzejszy pogrzeb. - oznajmiła moja mama.
- Jak to, a ty?
- Jest Jazzmyn, nie ma potrzeby brać tam dziecka.
- Eghem, może w sumie ja mogłabym zająć się małą na ten czas? Rozumiem takie sprawy - odezwała się nieśmiało brunetka.
Moja mama spoglądała to na Alice, to na Jazzmyn.
- Nie wiem, czy mogę Cię o to prosić.
- Nie ma sprawy, rozumiem takie sytuacje.
Pattie przez chwilę się wahała.
- Razem z podróżą to może zająć cały jutrzejszy dzień. - ostrzegła moja rodzicielka.
- Jeśli Jazzmyn jest chętna aby ze mną zostać, to naprawdę nie ma problemu.
W końcu mama uklękła przed małą.
- Co ty na to? Spędzisz jutrzejszy dzień z Alice,hm? - zapytała swoją córeczkę.
- No pewnie że tak! - odpowiedziała z szerokim uśmiechem na ustach Jazzie.
- A więc, jeśli mogłabym Cie prosić o to, postaram się jak najszybciej wrócić - oznajmiła, westchnęła i uśmiechnęła się blado.
Grande tylko się uśmiechnęła.
- Badź koło 11, u nas w domu oczywiście. W porządku? - upewniła się jeszcze Pattie.
- Tak, tak nie ma sprawy.

*Oczami Alice*

Otworzyłam powieki. Wymacałam z pod poduszki mój telefon, posprawdzałam facebooka, twittera i inne, spojrzałam na godzinę było grubo po 10. Przyszła mi do głowy myśl: *Jazzmyn*! Przecież miałam się dzisiaj zająć tym dzieckiem. Szybko wygrzebałam się z łóżka, wzięłam z szafki niebieskie dżinsy, białą koszulkę z krótkim rękawkiem i do tego bluzę żółtą neonową. Nie robiłam żadnego makijażu. Przemyłam twarz, umyłam zęby, a na reszte i tak nie było na to czasu. Postanowiłam jednak, żeby coś przegryźć. Przekroiłam połówkę arbuza na jeszcze jedno pół, nalałam herbatę z dzbanka. Zjadłam i  wypiłam po czym spojrzałam na zegar na mikrofalówce: 10:58. Nikt jeszcze z moich domowników nie wstał, a więc pozostało mi tylko ubrać buty, po czym udałam się do posiadłości Bieberów. Nie powiem, byłam nieco zdenerwowana, jeszcze przed drzwiami poprawiłam włosy, okaszlnęłam i zadzwoniłam dzwonkiem do drzwi. Po chwili moim oczom ukazał się Justin. Wyglądał niesamowicie przystojnie. Naprawdę wyglądał bardzo przystojnie. Szczególnie w tym garniturze. Zakręciło mi się w żołądku. *Ogarnij się Alice, masz chłopaka, nic nie czujesz do chłopaka poznanego 2 dni temu* skarciłam się w myślach. Na szczęście Justin przerwał ciszę i odezwał się pierwszy:
- Cześć - odezwał się z niepewnym uśmiechem na twarzy, jego wyraz twarzy mnie zaskoczył. Chyba również był zakłopotany i speszony.
- No cześć, jak się czujesz? - spróbowałam nawiązać rozmowę.
- Już lepiej, tak myślę. Wchodź do środka - otworzył drzwi szerzej, i przepuścił mnie w progu.
Po schodach schodziła Pattie w czarnej sukience, dopinając czarną bransoletkę. Była jakby nieobecna, gdy ujrzała mnie, tylko się słabo uśmiechnęła po czym się odezwala:
- A więc, jesteś. Nie rozmyśliłaś się. Dziękuję. Mała śpi, za jakiś czas powinna się obudzić. Może mogłabyś zrobić jej jakieś kanapki, resztę już umówiłyśmy. W razie jakichkolwiek problemów, czegokolwiek po prostu dzwoń. Dobrze? - dała ostatnie wskazówki mama rodzeństwa.
- Tak, oczywiście, rozumiem. - posłałam zachęcający uśmiech.
- Powinniśmy się zbierać - odezwał się Justin.
- Tak, tak, dziękuję Alice. Możesz obejrzeć tv, może coś zjeść, jak sobie wolisz. - powiedziała Pattie, uścisnęła mnie, po czym pierwsza ruszyła do wyjścia.
Justin stał jeszcze chwilę na środku salony wpatrując się w swoje buty.
Postanowiłam go przytulić, na zachętę. Wtuliłam się w chłopaka, chyba mi się udało go nieco pocieszyć, odwzajemnił uścisk, wyszeptał *dziękuję* po czym i on wyszedł.
Zastanowiłam się nad tym, co miałabym ochotę zrobić. Wybrałam się do pokoju Jazz, aby sprawdzić co robi malutka. Gdy weszłam do pokoju, zauważyłam że się przeciąga i ziewa.Uśmiechnęłam się szeroko do dziewczynki. Ona wybiegła z łóżka i wtuliła się we mnie.
- To jak? Gotowa na super dzień ze mną? - zapytałam.
- No jasne! - odpowiedziała sepleniąc.
- Ubierzmy cię najpierw, hmm?
Pokiwała tylko na potwierdzenie głową. Otworzyłam jej szafę. Cóż, ciuszków miała nie mało. Postawiłam na jedną z różowych sukienek dziewczynki. Pomogłam jej się ubrać, rozczesałam jej włoski, nałożyłam krem na twarz, i wiele innych rzeczy które miałam zrobić wobec wcześniejszych zaleceń Pattie. Na śniadanie postanowiłyśmy zrobić gofry. Po zjedzonym posiłku, pobawiłam się z małą lalkami, poszłyśmy na plac zabaw zahaczając o lodziarnie, poodbijałyśmy piłkę i wiele innych rzeczy. Z powrotem w domu byłyśmy koło 18, zrobiłam na obiado-kolacje spaghetti. Mojemu gotowaniu z zaciekawieniem przyglądała się słodziutka Jazzie. Usłyszałyśmy warkot samochodu wjeżdżającego na podjazd, i tuż po chwili drzwi się otworzyły i stanął w nich Justin wraz ze swoją mamą.
- A co tu tak ładnie pachnie dziewczęta, hmm? - zapytała rodzicielka. 
- Gotujemy pyszne spaghetthi! - wykrzyknęła mała z entuzjazmem. Po chwili już wisiała na szyi swojej mamy, a później w ramionach Justina. Pattie podeszła do mnie, pochwaliła moją potrawę, po czym po raz setny podziękowała.
- Ja nie wiem, ile byś chciała zarobić za ten dzień? - zapytała.
- Broń boże. Nic nie chcę, nic a nic. To była czysta przyjemność.
- Nie wygłupiaj się, zostałaś z moją córką przez cały dzień, muszę ci coś zapłacić. Proszę powiedz ile. - nalegała.
Posłałam błagalne spojrzenie Justinowi, który tylko przyglądał się z głupim uśmiechem. Chyba zrozumiał ponieważ przemówił:
- Mamo, właśnie wychodzimy z Alice.
- Tak a gdzie? - zapytała Pattie. 
- Idziemy na dwór, Miranda i Chris na nas czekają, Beadles napisał do mnie.
Posłałam mu zdziwione spojrzenie, nic nie wiedziałam o tym spotkaniu.
- A nie zostaniecie, na kolacje? - zapytała.
- Ja nie jestem głodna, dziękuję. - odpowiedziałam grzecznie zgodnie z prawdą.

Jus tylko wyprowadził mnie na dwór.
- O co chodzi? - zapytałam blondyna.
- Mnie się nie pytaj, nic nie wiem. Chris wysłał mi smsa że muszą ze mną, a właściwie z Tobą porozmawiać.

*Oczami Mirandy*

Przeglądałam filmiki na instagramie, ale jeden przyciągnął moją uwagę nieco bardziej. Obejrzałam go chyba z 69 razy. Czułam jakieś wiercenie w brzuchu, zaczynała mnie boleć głowa. No to ładne jaja. Tylko jak ja to powiem Alice? Zabije tego gnoja. Przysięgam.

____________________________________________________



huhuhu! Mamy nowy rozdział! :') Jak myślicie, co się wydarzy? buu, chcesz wiedzieć? Jedno wyjście: wyczekuj następnego! KOMENTARZ= MOTYWACJA. Jeden głupi komentarz, u Ciebie 2 minuty, u mnie tyle godzin szczęścia i pomysłów na następne rozdziały.

czwartek, 27 marca 2014

Rozdział 5: Nie wiem czy mam dostać ataku serca teraz, czy jeszcze dane mi będzie na to poczekać.


<podkład>

*Oczami Alice*


Otworzyłam zaspane powieki, i wpatrywałam się w sufit. Chciałam ponownie zasnąć, ale spostrzegłam, że to nie moje łóżko. Ani mój sufit, ani ściany, ani mój pokój. Starałam się przypomnieć sobie coś z wczoraj, lecz moja głowa odmawiała posłuszeństwa. Próbowałam wstać z łóżka, i się rozejrzeć. Wstałam nie patrząc pod nogi i zrobiłam krok po czym upadłam. Potknęłam się o coś...albo raczej o kogoś. Moim oczom ukazał się blondyn. Widziałam jak powoli otwiera swoje piękne, czekoladowe oczy mrugając nimi kilkukrotnie. Przetarł dłonią twarz po czym ziewnął i wtedy przeniósł swój wzrok na mnie. Patrzał na mnie rozbawionym wzrokiem.
- No co? - spytałam gwałtownie. - To już nie można się potknąć wstając z łóżka o chłopaka który leży na podłodze? Jeszcze wczoraj również zasnęłam jak sobie przypominam również na podłodze.
Blondyn już nic nie odpowiedział tylko szeroko się uśmiechnął, po czym obydwoje zaczęliśmy się głośno śmiać. Chwilę później w progu drzwi ujrzeliśmy Mirandę.
- A co wy robicie na podłodze, i co my wogule jeszcze robimy w tym domu? No i która godzina? - spytała moja przyjaciółka niczego nie świadoma, i nie pamiętająca końcówki wczorajszego wieczoru.
- Długa historia, ale właśnie się zbieramy. - postanowiłam i podniosłam się z podłogi.
Chłopak poszedł w moje ślady. Chwyciłam sukienkę i udałam się do łazienki. Pozbyłam się tylko koszulki Justina, przebrałam z powrotem w moją sukienkę, po czym udałam się na dół do holu i oznajmiłam kilka słów.

*Oczami Justina*

- Naprawdę będziemy się zbierać. Dziękuję i przepraszam za kłopot - oznajmiła ślicznotka.
- Znowu przepraszasz. Przecież mówiłem że to nie kłopot - zaśmiałem się.
- Okej. A więc, Miranda odprowadzę Cię prosto do Twojego pokoju - zwróciła się do przyjaciółki, na odchodne posłała mi wdzięczny uśmiech i zamknęły się za nimi drzwi. Zostałem sam w domu. Byłem nieco zmęczony więc postanowiłem się jeszcze trochę przespać. Udałem się do pokoju, położyłem i udałem w objęcia Morfeusza.

Zbudziły mnie hałasy z parteru. Pomyślałem, że mama wróciła więc wygramoliłem się z łóżka.
Nie pomyliłem się. Zobaczyłem moją słodką siostrzyczkę, która wskoczyła mi w ramiona.
- Jak było młoda? - zapytałem Jazzmyn.
- Dziadkowie pytali się o Ciebie, chcieli to właśnie z Tobą porozmawiać, spędzić czas - wtrąciła się moja rodzicielka.
- Mamo, pojadę następnym razem - odparowałem.
- Jasne, jasne.
Postawiłem małą na podłodze, po czym udałem się do mojego pokoju, w nadziei że może uda mi się jeszcze zasnąć. Po kilkunastu minutach stwierdziłem, że dziś już nie dam rady. Postanowiłem napisać do ślicznej brunetki.



*Oczami Alice*

Już nie odpisałam, tylko poszłam umyć zęby, twarz. Postanowiłam nie robić makijażu. Zostałam w moim ukochanym onesie. Pośpiesznie ubrałam moje białe trampki, postanowiłam coś przegryźć. Wzięłam z koszyka banana, odwinęłam, zjadłam kilka kęsów, wyrzuciłam skórkę do kosza i wyszłam na dwór gdzie umówiłam się z Justinem. Odetchnęłam z ulgą kiedy zobaczyłam go w zwykłej czerwonej bluzie, szarych dresach, i czarnych przeciwsłonecznych okularach. Chłopak właśnie otwierał furtkę, ja jeszcze spojrzałam w oddal na chwilę, musiałam przyznać że zachód słońca był dzisiaj wyjątkowo piękny. Blondyn posłał mi szeroki uśmiech na przywitanie. Odwzajemniłam go, i ruszyliśmy przed siebie.
- To jak, gdzie idziemy? - zapytałam pierwsza.
- Hmm, w sumie to mógłbym się Ciebie zapytać. Poprowadź gdzieś, przecież to twój teren - uśmiechnął się i powiedział.
- A więc wycieczkę krajoznawczą uważam za otwartą - powiedziałam.
Nasze rozmowy toczyły się na różne tematy. Nie było momentu, żeby któreś z nas czegoś nie powiedziało, nie było momentu niezręcznej ciszy. Poprowadziłam go śladem skateparku, pokazałam kilka sklepów, poszliśmy w parku leśną ścieżką, i wtedy przechodziliśmy pod Atlanta Music Group.
- To tutaj 'pracuje' - przy słowie pracuję dodałam znak przenośni w powietrzu. Moja elita muzyczna. Najcudowniejsze miejsce na całym świecie.
Justin przez chwilę się przyglądał budynkowi i pokiwał głową ze zrozumieniem.
- Mam nadzieję że będę mógł Cie kiedyś zobaczyć w akcji. - powiedział z tym swoim uśmiechem.
-
Jasne, kiedyś cie zabiorę do środka. Będziesz mógł poczuć ten cudowny zapach tańca.


*Oczami Justina*
Opowiadała o swojej pasji, w tak cudowny sposób. Co chwila spoglądałem w jej niesamowite oczy. Kiedy na mnie spoglądała z powrotem spuszczałem głowę i patrzałem na swoje buty. 'Justin, co się  z Tobą dzieje? Jesteś Justin Bieber, potrafisz wyrwać każdą laskę' huh. Każdą laskę, ale ona nie była zwykłą laską. I do tego miała chłopaka. Rozmawialiśmy z Al na różne tematy, co chwilę się uśmiechając i szczerząc, i dogadywaliśmy się jakbyśmy się znali od zawsze. Niedaleko nas przechodziły trzy dziewczyny, spoglądały na nas co chwilę już od dłuższego czasu. Alice i ja postanowiliśmy na chwilę odpocząć więc usiedliśmy na ławce. Trzy nieznajome dziewczyny szeptały oraz nie spuszczały z nas wzroku. Po chwili wstały i podeszły w naszą stronę. I jedna z nich, najwyższa blondynka spytała:
- Przepraszam, że pytam ale muszę wiedzieć. Nie wiem czy mam dostać ataku serca teraz, czy jeszcze dane mi będzie na to poczekać. Czy to ty...Justin? - zapytała z nadzieją w głosie.
A więc poznały mnie. No i bum.. co się dziwić Beliebers były wszędzie, i zawsze potrafiły mnie odnaleźć.
- Umm, tak to ja - odpowiedziałam i spojrzałem na Grande siedząca obok mnie. Nie odzywała się słowem, była spięta. Uśmiechnąłem się szeroko do moich belieberek. Zaczęły piszczeć, i wypytywały o kilka rzeczy, i spytały czy mogą zdjęcie i wiele wiele innych pytań. Oczywiście zgodziłem się na zdjęcie, Alice zrobiła nam zdjęcie ich telefonem. Z tego co zapamiętałem najniższa brunetka miała na imię Kristen a dwie pozostałe Bella i Pauline? Moje rozmyślania przerwało kłopotliwe pytanie jak mniemam Pauline:
- A możemy wiedzieć, kim jest ta szczęściara i kim jest dla Ciebie? - spytała patrząc na Alice.
No właśnie, kim jest dla mnie, i oto jest pytanie.

_________________________________________________

komentarz od Ciebie = motywacja:):)

poniedziałek, 3 marca 2014

Rozdział 4: Nie gadaj, że grzeczna Miranda się upiła.

*Oczami Justina*

Wszedłem do domu, zdjąłem buty, i rozglądałem się po mieszkaniu.
- Tu jesteśmy - usłyszałem głos mamy, z jak się okazało kuchni.
- I jak podoba Ci się? - zagadnęła do mnie mama.
- Widziałem lepsze - odpowiedziałem
- Justin, proszę Cię, skończ ze swoim gwiazdorzeniem.
- Tylko wyrażam swoją opinię. Gdzie mój pokój?
- Po schodach na prawo, drugi.
- A i mamo? Jutro wyjeżdżacie z Jazzmyn do dziadków?
- Tak, a myślałam że Ty też jedziesz?
- No niekoniecznie, wpadnie do mnie kilku znajomych. Mogą prawda?
- Niech Ci będzie, ale do 22.
- Jasne. - po czym udałem się do wskazanego mi pokoju.
Wyglądał mniej więcej tak:



Wydawał się taki mały. Taki nie mój. Byłem przyzwyczajony do luksusowych, wielkich, pokoi hotelowych, bądź mojego jedynego małego ciasnego łóżka w tourbusie. A tu? Spodziewałem się czegoś więcej. Byłem zmęczony podróżą, a więc w ubraniach rzuciłem się na łóżko po czym zasnąłem.

*Oczami Alice*

Poszukiwałam czegoś w czym mogłabym iść na imprezę. Byłam znużona poszukiwaniami, więc napisałam do mojej przyjaciółki.

"Mówiłam Ci już, o dzisiejszej imprezie? Alice xx"

"Jak zwykle dowiaduję się ostatnia. O której, i gdzie? Mirann xx"

"Po 16, wpadnę po Ciebie, do pewnego Justin'a. Al xx"

Przygotowałam sobie ten zestaw:


Po czym poszłam się wykąpać. Ubrałam się w wyszykowane rzeczy, było już po 15. Włosy zakręciłam lokówką w loki. Zrobiłam leciutki makijaż. Nie miałam ochoty nic jeść, a więc powoli zbierałam się do wyjścia.
- Mamo, wychodzę!
- O której wrócisz?
- Późno, będę nocować u Mirandy.
- Dobra, baw się dobrze!
Zawsze miałyśmy umowę, że po imprezie śpimy u jednej z nas. Wzięłam torebkę, i wyszłam w stronę domu mojej przyjaciółki. Zadzwoniłam dzwonkiem do drzwi. Po chwili otworzyła mi kobieta w średnim wieku, w krótkich brązowych włosach. Jej mama.
- Dzień dobry, ja po Mirandę.
- Dzień dobry skarbie, proszę wejdź.- powiedziała z uśmiechem.
- Jest u góry, bierze prysznic, chcesz może coś do picia?
- Nie, dziękuję bardzo. - odpowiedziałam grzecznie.
Poszłam schodami do góry do pokoju brunetki.
Posiedziałam chwilę na łóżko, po czym zdziwiona Mir spojrzała na mnie.
- No, to jak? Gotowa? - zapytałam ze słodką minką.
- A która to jest godzina?
- Najwyższa pora. 16:15. - odpowiedziałam. Brunetka przeklneła pod nosem. Pomogłam jej znaleźć coś do ubrania, i wyglądała mniej więcej tak:

plus do tego czarna spódniczka, oraz czarna kamizelka.
Ubrała czarne botki, po czym wyszłyśmy z jej domu, i skierowałyśmy się w stronę domu Biebera.
Po drodze spotkaliśmy Chrisa, więc stanęliśmy przed drzwiami, i Miranda zadzwoniła dzwonkiem.
Przed nami stanął on. Justin. Wyglądał..no cóż świetnie. Miranda zaniemówiła z wrażenia, zapomnieliśmy jej wspomnieć, że chodzi o tego Justina. Zaprosił nas do środka, więc weszliśmy. Było dużo ludzi w każdym pomieszczeniu. Dom był schludnie, ale i nowocześnie urządzony. Większość ludzi no cóż, co tu mówić. Wszyscy byli mi obcy. Jednak Chris co chwilę, z kimś przybijał piątkę.
- Tam jest jedzenie, tam picie, a tam można potańczyć - wskazywał nam Justin.
Zabawa się rozkręcała, co moment więcej osób zaczynało tańczyć. Justin wyszeptał mi do ucha:
- Zatańczymy?
- Hmm, no czemu nie.
Była jedna z nowszych piosenek Ke$hy. Gdy podeszłam z Justinem bliżej parkietu, piosenka momentalnie zmieniła się na wolną. Super. *klik, muzyka*
- A więc Alice?
- Tak, Justin?
- Opowiedz coś o sobie.
- Nic ciekawego, zapewniam.
- Chętnie posłucham.
- Alice, 15..jeszcze 15. Urodziny 26 czerwca, każdego roku. Mam brata, młodszego - Mike. Tańczę dla elity muzycznej Atlanta Music Group. Mam chłopaka. Cóż, tak to chyba wszystko. Teraz Ty.
- Justin, 16. Urodziny 1 marca każdego roku. Siostra, młodsza, przyrodnia Jazzmyn. Uwielbiam tańczyć, ale najbardziej to śpiewać. Pracuję dla Island Records. Mam przerwę od kariery. Aktualnie singiel.
- Interesująco. Przerwa w karierze?
- Moja ekipa, nie chcę aby woda sodowa uderzyła mi do głowy. Mam odpocząć od mediów, wywiadów.
- A co na to beliebers?
- Za wesoło nie jest, ale rozumieją to i poczekają na mnie. A może Ty opowiedz zatem o Twoim chłopaku.
Nieco zdziwiło mnie to pytanie.
- Mick ma na imię. W naszym wieku.
- Od jak dawna jesteście?
- 9 lat.
Po czym Justin zaśmiał się, a że śmiech miał zaraźliwy, obydwoje przy wolnej piosence się śmialiśmy, a każdy na nas ukradkiem dziwnie spojrzał.
- Spory kawał czasu. - skomentował.
- Tsa, wiesz, wychowywaliśmy się na jednej ulicy, i tak jakoś w sumie od zawsze jesteśmy parą.
- Na jednej ulicy?
- Tak, jest właściwie Twoim, moim sąsiadem. Dzieli podwórko z rodziną Chrisa.
- Mhm, muszę go poznać, jest wielkim szczęściarzem mając taką dziewczynę.
- Ja już myślałam, że to wczoraj to był podryw. A tu proszę. - powiedziałam z uśmiechem.
Nic na to nie odpowiedział, tylko zabawnie poruszył brwiami. Skończyła się piosenka, a więc i my zeszliśmy z parkietu z uśmiechami na twarzy.
Odnalazłam w tłumie Mir, rozmawiałyśmy z kilkoma osobami, coś tam przekąsiłyśmy, potańczyłyśmy. Wypiłyśmy jakiegoś drinka, przynajmniej ja jednego. Cosgrove nieco więcej. Bawiliśmy się z Chrisem, i poznaliśmy kilka nowych osób. Impreza w porządku. Chłopak imieniem, Austin poprosił mnie do tańca, zgodziłam się na jeden taniec. Niektórzy już zbierali się do domów. Po zejściu z parkietu, rozglądałam się za Mirann. Nigdzie nie mogłam jej znaleźć, choć ludzi było, nie powiem, że ostatni z ostatnich. Znalazłam ją na kanapie w salonie.
- To jak, zbieramy się?
Usłyszałam jakiś bełkot, coś mówiła, ale nie mogłam rozszyfrować co dokładnie.
- Nie gadaj, że grzeczna Miranda się upiła. - zaśmiałam się.
Znów usłyszałam jakiś bełkot. Naprawdę chciało mi się śmiać, choć sytuacja stawała się poważna. Ładne jaja. I jak ja ją mam zabrać do domu, co ona powie rodzicom? Ooo nie. Nie wkopie jej.
Zauważyłam Justina. Podchodził w naszą stronę.
- I jak tam? Jak się impreza podobała? - zagadnął do nas z szerokim uśmiechem.
- Cuuudownie. Moja przyjaciółka, jak zapewne widzisz, niezbyt kontaktuje. - Nie pomyślałabym, że ona, kto jak kto się upije. Nie mogę jej tak zaprowadzić do domu, a miałyśmy u niej nocować.
- Och - podrapał się w kark, chwilę wpatrując się w brunetkę, po czym spojrzał na mnie z tym wielkim cymbałowatym uśmiechem.



- Jest jedno wyjście.
- Mam się bać?
- Powinnaś. - po czym się zaśmialiśmy.
- A tak serio? - zapytałam po chwili.
- Możecie przenocować u mnie. - zaproponował.
- Tak, a gdzie? Przestań.
- A masz coś przeciwko? Miranda jak widzisz znalazła dla siebie lokum, pozostajesz Ty i ja.
- Nie, ja nie mo..
- Dlaczego nie? - przerwał mi. - Spokojnie, jestem dżentelmenem.
Nie za bardzo chciałam się zgodzić na taką sytuację, ale uległam po chwili.
- Jeśli nie będzie to za duży kłopot.. - zaczęłam.
- Ależ skąd.

*Oczami Justina*

Przez chwilę się zastanawiała, na koniec zrobiła bezradną minę i powiedziała:
- Jeśli nie będzie to za duży kłopot.. - zaczęła, lecz szybko jej przerwałem.
- Ależ skąd.
- Mogę pomóc w sumie sprzątać, jeśli oczywiście potrzebujesz pomocy..
- Eee, jeśli tego pragniesz. W sumie, w dwójkę szybciej pójdzie.
A więc wzięliśmy się do pracy. Zbieraliśmy plastikowe kubeczki, resztę jedzenia do lodówki, napoje także, poprzestawialiśmy meble na miejsce i różne takie. Nadszedł koniec naszych wyczynów z porządkami.
- A więc, gdzie mogę się położyć?
- Emm, nie za bardzo orientuję się w tym domu, ale skoro jesteś moim gościem, moje łożko będzie dzisiaj Twoim.
- A Ty?
- Ja na kan.. - spojrzałem na kanapę, na której oczywiście spała w najlepsze brunetka. - Łóżko mojej mamy, albo Jazzmyn? - zaśmiałem się na myśl małym kojcu dla mojej siostry. - Rozłożę sobie śpiwór.
- Nie no, ja będę spać na łóżku, a Ty we własnym domu na podłodze? Nie ma opcji. - zaprotestowała dziewczyna.
- Znajdzie się coś, chcesz może jakąś koszulkę i spodenki czy coś w tym stylu do przebrania? - spojrzałem na sukienkę Alice.
- Jeśli to nie kłopot.. - zaczęła dziewczyna.
- Żaden - powiedziałem z uśmiechem, po czym obydwoje skierowaliśmy się do pokoju i dałem jej moją ulubioną fioletową koszulkę z napisem 'I love my beliebers' którą dostałem od fanów.
- A co do spodni..
- Taaa, nie spodziewam się, że będziesz coś miał dla mnie, spoko, zostanę w tych rajstopach - odrzekła dziewczyna. - Gdzie łazienka?
Wskazałem drzwi, po czym dziewczyna wyszła z pokoju, aby się przebrać, a ja w tym czasie, również się przebrałem, i znalazłem jakiś śpiwór, czy co to było.. i rozłożyłem nieopodal łóżka.
Po chwili przyszła dziewczyna, i spojrzała na mnie, leżącego na moim 'legowisku'.
- Chyba żartujesz.
- Wytrzymam.
- Nie wygłupiaj się. Ja będę jak już spać na podłodze.
- Nie ma opcji.
Przedrzeźnialiśmy się, aż w końcu doszło do tego, że obydwaj leżeliśmy na podłodze.
- Która godzina? - spytała. Spojrzałem na zegarek i odpowiedziałem: 2:33.
- Jakoś mi się nie chce spać, a Tobie? - zapytała.
- Mi też nie za bardzo. Możemy porozmawiać - zaproponowałem.
- Jak najbardziej - odparła dziewczyna.
- Pochodzisz z Kanady, prawda?
- Tak. Mieszkałem u dziadków razem z mamą. - odpowiedziałem.
- Dlaczego dopiero teraz wracasz?
- Gdy zaczęła się moja kariera, nie raz chciałem wrócić. Lecz nie mogłem, płyta za płytą, trasy koncertowe, wywiady, sesje, koncerty itp itd. Tęskniłem za przyjaciółmi, za rodziną. Tak rzadko odwiedzałem dziadków, że aż w końcu przestałem tęsknić. Przyzwyczaiłem się do tego, że każdy mój dzień jest zaplanowany co do minuty.
- A więc można tak po prostu przestać tęsknić? - zapytała.
- Jeśli nie utrzymujesz kontaktu, z tymi co tęsknisz, tak. Jeśli, cokolwiek robisz, a nie myślisz o tym, że tęsknisz, tak. Można przyzwyczaić się do tego bólu.
Dziewczyna pokiwała tylko głową.
- A jak to jest u Ciebie?
- U mnie? Cóż. Emm, moja rodzina. Dziadkowie mieszkają tak daleko, moje kuzynostwo i reszta rodziny także, nie utrzymujemy z nimi kontaktu, nie odwiedzamy się. Mieszkam z bratem, z mamą no i tatą. Jeśli tak, to można nazwać. Tata pracuje od 8 do 16, a tak się prawie nie widzimy. Mama jest stewardessą, także co chwile, o różnych porach jej nie ma. Jestem ja i mój brat. Chodzę do naprawdę fajnej szkoły, mam dużo znajomych. Uczę się nie najgorzej. Jak Ci mówiłam, mam chłopaka. Z Mickiem jesteśmy już długo. I tak moje życie wygląda. Nic ciekawego.
- Według mnie bardzo ciekawe. Masz normalne dzieciństwo, chodzisz do normalnej szkoły, nie musisz ukrywać się przed paparazzi. Zazdroszczę Ci.
Rozmawialiśmy jeszcze przez chwilę, po czym zauważyłem, że dziewczyna ma zamknięte oczy, a więc zasnęła. Nie chciałem, aby jutro narzekała na ból pleców, z powodu jak czułem, niewygodnej podłogi, po czym położyłem ją delikatnie na łóżko, i przykryłem kołdrą. Wróciłem na moje miejsce, po czym i ja odpłynąłem.

____________________________________________



wyszedł, jaki wyszedł. Na następny post zapraszam jutro, jeśli przeczytałeś to - proszę skomentuj i wyraź swoją opinię ;)

PEACE&LOVE! ♥

sobota, 1 marca 2014

Rozdział 3: Czy to był właśnie tani podryw?

*Oczami Justin'a*

Spojrzeliśmy po sobie. Była piękna. Piękne kasztanowe oczy w których kryło się to coś. Długie, lśniące brązowe włosy, jej uśmiech był tak..szczery, życzliwy. Była średniego wzrostu, była bardzo smukła. Ona była..ona jest perfekcyjna.
Wreszcie po chwili odezwała się pierwsza:
- Miło mi Cie poznać. - jej głos. Był taki delikatny, ale i stanowczy. Taki spokojny ale krył w sobie iskry radości.
- Mi Ciebie również, mam nadzieję że wpadniesz do mnie jutro na imprezę powitalną. - starałem się powiedzieć spokojnym głosem.
- Imprezka! I to rozumiem, stary - wtrącił się Chris, po czym przybiliśmy sobie high five.
- Mhm, jasne. Mogę wziąść ze sobą moją przyjaciółkę?
- Jak najbardziej - powiedziałem z moim uśmiechem nr 4.
- Może dam mój nr, to napiszesz dokładnie, o której i gdzie? - zapytała.
- Jasne! - podałem jej, a ona mi swój.
- Będę już wracać, no to..do jutra? - zapytała słodko.
- Dziewczyna odwróciła się, weszła przez furtkę jak mniemam swojego domu, otworzyła drzwi, pomachała nam, oczywiście odmachałem i zniknęła za drzwiami.
- To jak tam podróż? - spytał mój przyjaciel.
- Naprawdę chcesz tego słuchać? - odpowiedziałem mu.
- Niekoniecznie - i pokazał rząd swoich białych zębów.
Rozmawialiśmy jeszcze jakieś 15 minut, o błahych rzeczach, o jutrzejszej imprezie. Po czym rozeszliśmy się do naszych domów. Wszedłem do pięknego, wielkiego domu z ogrodem. Z myślą, że to mój nowy dom. Od dzieciństwa mieszkałem z dziadkami w małej miejscowości, z 2h stąd. Wtedy przyszła moja szansa, moje marzenia zaczynały się spełniać, moja kariera się rozkręcała. Scooter i reszta załogi, plus moja mama nie chcą aby uderzyła mi woda solowa do głowy. A więc jestem tu, w Kanadzie. Wprowadzam się z mamą, i Jazzmyn do nowego domu. Scooter postanowił dać mi roczną przerwę od tego wszystkiego. Mam być normalnym chłopakiem, chodzić do normalnej szkoły. Czy mi się to uda?

*Oczami Alice*

Pomachałam im na pożegnanie. Weszłam do domu, zdjęłam buty. Sprawdziłam salon, oczywiście Mike przed telewizorem siedział i oglądał jakieś bajki.
- Witam pana. - odezwałam się.
- Siema - odpowiedział mały nawet na mnie nie spoglądając.
- Co oglądasz? - chociaż wiedziałam, że to opowieści o żółtej gąbce, czy tam serze, czyli Spongebob. Nie odpowiedział.
- Mama wróciła? - także nie odpowiedział.
- Głodny jesteś?
- Bardzo! - wykrzyknął młody z tym swoim wielkim, słodkim uśmiechem.
- No to jak? Zapraszam do kuchni. Młody jak struna popędził do tego pomieszczenia.
- Na co masz ochotę?















- No młody, to jak? Naleśniki?
- Mmmmm - zamruczał mój słodziak. Uwielbiałam mojego słodkiego braciszka.
Wzięłam wszystkie potrzebne składniki a mały mi pomagał. W trakcie smażenia, czułam wibrację mojego iphona. Odblokowałam ekran i odczytałam wiadomość.

"Jutro. 16.30. Dom na przeciwko, liczę na Twoją obecność oraz na obecność Twojej przyjaciółki. Chciałbym się lepiej poznać z taką ślicznotką. Justin xx"
Czy to był właśnie tani podryw? Zaśmiałam się, po czym odpisałam:

"Myślę, iż wpadniemy. Czy ten sms to tani podryw? Alice xx"

Po chwili doczekałam się odpowiedzi.

"Jakżebym chciał. Podryw to się dopiero zacznie! Justin xx"

Uśmiech mimowolnie pojawił się na mojej twarzy, lecz już nie odpisałam. Postanowiłam napisać do mojego chłopaka, Micka. Skończyłam smażyć naleśniki, zajadaliśmy się z bratem. Odpowiedzi jednak nie dostałam. Pewnie był na treningu, czego się dziwić.
- I jak smakowało? - zapytałam braciszka.
- No jasne - odpowiedział z całą buzią umazaną od czekolady.
- To teraz, w piżamkę i do łóżka.
- Ale muuuszę? - spytał się z tą swoją słodką minką.
- Tak. Musisz.
- Ale mamy jeszcze nie ma.
- Ale nie wiemy, o której wróci, myj ząbki i dobranoc. Chłopczyk wstał, odniósł swój talerz grzecznie do zlewu, po czym udał się do łazienki. Ja sama zasiadłam przed telewizorem, pozostawionym na kanale nickelodeon. Po zakończeniu jakiejś tam bajki, w ramach reklamy pojawiło się ogłoszenie nowego serialu. Nazywał się Victorious. Opowiadał o grupce uczniów, uczących się w szkole artystycznej. Castingi zaczynały się 26 do 29 czerwca, jeśli chodzi o Kanade. Interesujące, spojrzałam na dzisiejszą datę w mojej komórce, 20 czerwca. Interesujące, nawet bardzo.

*na drugi dzień*

Obudziłam się rano na kanapie. No tak, musiałam zasnąć. Ale cóż mnie obudziło? No tak, mój braciszek jedząc płatki, oglądał swój ulubiony kanał w TV. A obok niego?
- Witaj kochanie - zagadnęła do mnie moja mama.
- Mamo, o której wróciłaś?
- Nieistotne. Jakieś plany masz na dziś?
- Tak właściwie to mam. Po 16 wybieram się na imprezę.
- Tak? A do kogo?
- Myślę, że nie znasz. Do takiego Justin'a. - odparłam po czym wstałam z kanapy i ruszyłam do mojego pokoju w poszukiwaniu czegoś ładnego do ubrania na imprezę.

___________________________________________________

TAK! Napisałam! Na ten rozdział wystarczy, jutro będzie następny, czyli... ach. Impreza u Justina. Co się tam wydarzy? Zapraszam jutro! PRZECZYTAŁEŚ/AŚ TO? Skomentuj, to ważne, pozdrawiam i do następnego:)













PEACE&LOVE ♥

niedziela, 8 grudnia 2013

Rozdział 2: Jego fani nazywają się beliebers, a on sam Bieber.

*music*

Nagle ktoś objął mnie w pasie. Poznawałam te perfumy.
- Czeeeść! - ze swoimi słodkimi oczkami patrzał na mnie mój chłopak To zaskakujące, jak szybko potrafił zmieniać humory.
- No hey. - odpowiedziałam mu. Spojrzałam na Chris'a i Mir.
- Siema - przybił żółwik Chris'owi a następnie posłał uśmiech Mir.
- Możemy się przejść? - to skierował do mnie. Spojrzałam się w jego piękne brązowe tęczówki. Skinęłam głową. Złapał mnie za rękę i udaliśmy się w stronę pól. Obydwoje szliśmy w milczeniu, wpatrując się w swoje buty. Nagle stanął i zaczął mówić:
- Wyjeżdżam.- westchnął. - Spokojnie, tylko na 2 tygodnie. - dodał patrząc na mój wyraz twarzy.
- Ale dlacz.. - chciałam zapytać.
- Nie przerywaj mi - powiedział tym swoim tonem. - A więc, jest obóz treningowy. Dostałem się. Około 70 osób z całego kraju na to jedzie. Tylko najlepsi z najlepszych. Trener na mnie liczy. Tak wiem, obiecałem Tobie że spędzimy ten czas razem. Ale..to dla mnie ważne - powiedział na jednym wdechu.
Gdy skończył, wzięłam oddech i tylko skinęłam głową, że rozumiem. Co chwile, miał jakieś mecze, wyjazdy, obozy. Spędzaliśmy razem coraz mniej czasu. Przez to, czasami do głowy nasuwały mi się głupie..strasznie głupie myśli, typu: 'a może on chodzi z Tobą, tylko po to, żeby być popularnym w szkole?' Miałabym być tylko jego laską? Przypominały mi się różne musicale, różne filmy dla nastolatków, w których nieustannie występuje stereotyp: szkolna gwiazda- sportowiec, ma dziewczynę kapitana szkolnej drużyny czirliderek. A na dodatek zołze. Ale ja nie byłam zołzą. Co to, to nie. Dogadywałam się z wszystkimi ludźmi w szkole. Nie miałam raczej ustalonej elity. Elity, która rządziła by szkołą.
- Wszystko ok? - z zamyśleń wyrwał mnie mój chłopak. No tak, to musiało wyglądać.. dziwnie. Od kilku minut wpatrywałam się w kamień.
- Od kiedy o tym wiesz? - zapytałam.
- Od..- zrobił pauze. - 3 tygodni. - dodał ciszej.
- I dopiero teraz mi mówisz?! Kiedy wyjeżdżasz?! - poderwałam głos.
- No..dzisiaj. Po 18. - orzekł trochę zdenerwowany.
- Aha. Jasne. Fajnie wiedzieć o tym tak szybko, bardzo fajnie.
- Alice, nie zaczynaj.. - zaczął mój chłopak.
- Ale czego? Wszystko w porządku. Jak w najlepszym porządku.
- Aha. To naprawdę fajnie, wiedziałem że zrozumiesz. - po czym pocałował mnie w czoło. - Musimy już wracać. Muszę się pakować. - dokończył. A więc ruszyliśmy. Drogę powrotną również się do siebie nie odzywaliśmy. Tsss.
W końcu znaleźliśmy się pod naszymi domami. Moich przyjaciół już nie było.
Wtedy Mick zbliżył jego twarz do mojej. Dał mi wielkiego całusa prosto w usta, po czym uśmiechnął się i znalazł się za swoją furtką, następnie spojrzał na mnie, otworzył drzwi i zniknął.


***kilka godzin później***


Siedziałam sobie w salonie z paczką żelków i oglądałam Spongebob'a. Wyjrzałam przez okno i zobaczyłam chłopaka jeżdżącego na desce. Wzięłam moją deskę, ubrałam trampki i wyszłam na dwór ubrana tak. Podeszłam do chłopaka i zagadałam:
- Siemka Chris! - odwrócił się, spojrzał na mnie i się uśmiechnął.
- Eloszki mała! - zawołał głośno na co ja, posłałam mu tylko groźne spojrzenie typu 'nie lubie, jak mówisz na mnie mała'.
- Co tutaj porabiasz? Tak sam.- zapytałam.
- Czekam na telefon. Bardzo ważny. Wybuchnęłam śmiechem. Zawsze gdy Chris próbował być poważny..no cóż..Efekt zawsze był odwrotny. Ogarnłam się, po czym zapytałam:
- A od kogo ma być ten telefon?
- Pamiętasz, jak wspominałem Tobie o moim kumplu który się tu przeprowadza? - zapytał
- No kojarzę, i co w związku z tym?
Już chciał zacząć mówić gdy usłyszeliśmy dźwięk SMS'a.
- To mój - orzekł blondyn po czym odczytał wiadomość. Posłał mi uśmiech i powiedział:
- Za chwilę będziesz go mogła sama poznać.
- Tak, a to dlaczego? - spytałam.
- Zobaczysz, zobaczysz.
Posłałam mu moje przenikliwe spojrzenie, chwile pogadaliśmy po czym nagle przyjechał samochód. Wysiadła z niego wysoka brunetka o długich brązowych włosach, trzymała na rękach małą dziewczynkę może 2-letnią na moje oko. I na sam koniec wyszedł chłopak, z czarnymi okularami przeciwsłonecznymi oraz z czerwonym full-capem. Wtedy on zauważył nas, podszedł do Chris'a i zawołał:
-Ty stary byku, jak dobrze Cie widzieć! - przybił z moim kolegą serie jakichś dziwnych przywitań, po czym spojrzał na mnie.
-A tak, tak. Justin - to Alice, Alice - to Justin. - przedstawił nas sobie Beadles.
Ja i Justin wpatrywaliśmy się w siebie.
Jaki frajer z Chris'a, zapomniał wspomnieć że jego najlepszy przyjaciel to jedna z największych gwiazd muzyki pop. Zapomniał wspomnieć, że jego najlepszy przyjaciel robi międzynarodową, ba międzyśwatową karierę, jego fani nazywają się beliebers, a on sam Bieber. Justin Bieber.

_____________________



jestem,jestem. A blog wraca do żywych! ♥ :))
następny rozdział pojawi się w przeciągu tygodnia, obiecuję.
komentarz=motywacja

PEACE&LOVE

środa, 24 lipca 2013

Rozdział 1: Wolisz ich ode mnie?!

muzyyczka *___*

Perspektywa Alice ♥

Obudziłam się przez wibracje mojego telefonu. Wyszukałam ręką z pod poduszki mój telefon i spojrzałam na wyświetlacz, odczytałam wiadomość od Mirandy, odpisałam i poczekałam na odpowiedz.
Poszłam do łazienki wziąść szybki prysznic i zdecydowałam się ubrać w to. 
Włosy związałam w luźnego koka.Weszłam do kuchni i nalałam sobie w kubek herbaty z dzbanka.
Mike już zajadał się tostami z nutellą.
- Gdzie mama? - spytałam brata.
- Wyszła do pracy - odpowiedział mały z pełną buzią jedzenia.
A, no tak. Mama - stewardessa najlepszych linii lotniczych w Kanadzie. Nigdy nie ma jej w domu, wraca kilka razy na tydzień. A tata, hmm.. co mogę powiedzieć - wielka szycha w redakcji gazety - "Legendy sportu". Typowa praca od 8 do 15. Przekroiłam bułkę na pół i jedną połówkę posmarowałam nutellą a drugą posmarowałam masłem i położyłam na nią ser. Usiadłam do stołu i zabrałam się za jedzenie.
Po skończonym posiłku odłożyłam naczynia do zlewu. Spojrzałam na wyświetlacz telefonu: 09:45.
- Idę na deskę, będę koło 15 i zrobię obiad - krzyknęłam na cały dom aby mój brat usłyszał to w salonie, w którym to oglądał bajki.
Założyłam vansy i wyszłam przed dom. Następnie wzięłam z garażu moją deskę.
Na ulicy już widziałam Mirande i Chrisa. Pokiwałam im i wyszłam za furtkę.
- Cześć mała! - krzyknął Chris z tym swoim wielkim cymbałowym uśmiechem.
Przeprowadził się do Atlanty jakieś dwa miesiące temu. Ma dom na tej samej ulicy co ja i Mir.
Fajny chłopak. Nie, no dobra DZIECIAK. Mimo że jest w moim wieku to momentami zachowuje się jak 10-latek. Za to go lubię.
- Witaj i wcale nie jestem mała - odparłam po czym go przytuliłam. On w odpowiedzi tylko się zaśmiał jakby i tak wolał się trzymać swojej wersji.
- Witam panią Cosgrove - z uśmiechem zwróciłam się do mojej najlepszej przyjaciółki Mirandy. Znałam ją od pieluch i z wzajmnością. Najlepsza przyjaciółka EVER. Gdy miała 7 lat dostała rolę Megan w "Drake&Josh", a po tym dostała główną rolę w "ICarly" którą gra do dziś.
- Cześć Ali - odpowiedziała Mir i mnie przytuliła na powitanie.
- To jak jeździmy? - zwrócił się do mnie Chris.
- No raczej nie inaczej - odparłam i wskoczyłam na deskę i się rozpędziłam.
Uwielbiałam jazdę na desce, był to dla mnie taki..perfekcyjny zarazem sport i transport.
Jeździliśmy sobie na ulicy, chociaż więcej w tym było wygłupiania się i wybuchania głośnym śmiechem.
W pewnym momencie poczułam wibrację w mojej kieszeni. Wyciągnęłam telefon i spojrzałam na wyświetlacz:
                
1 wiadomość od od Mick ♥

Dobrze wiedziałam że Miranda i Chris z jakiegoś dziwnego nie przepadają za nim.



Jak mógł coś takiego napisać?!

Nic nie odpisał.
- Whooo zap? - zapytał zabawnym głosem Chris. Miranda właśnie dostała ataku śmiechu.
- Nic takiego, muszę na chwilę porozmawiać z Mickiem - odparłam.
Obydwoje zrobili "dyskretnie" zniesmaczone miny. Chciałam coś powiedzieć, ale wtedy ktoś złapał mnie od tyłu i się przytulił. Poznawałam te perfumy.

________________________________
YEY! Pierwszy rozdział ♥ Nie jestem z niego zadowolona, ale nie miałam pomysłu jak to zacząć, także następny OBIECUJĘ, będzie dłuższy, lepszy i ciekawszy! KOMENTUJECIE = MOTYWACJA ! *_________* 
PEACE&LOVE ♥